Młodzi mają już dość TVN-u, ten film mówi wszystko o stacji z Wiertniczej. "Rano moralizują, wieczorem karmią widzów rynsztokiem"

Internet obiegło nagranie influencerki, która wprost punktuje festiwal obłudy, jaki serwuje widzom komercyjny nadawca. Opinia uderza w samo sedno funkcjonowania tej stacji. Z jednej strony mamy pretensjonalną chęć edukowania Polaków i udawanie „stacji premium”, z drugiej – ramówkę po brzegi wypełnioną formatami, które systemowo ogłupiają społeczeństwo i promują najniższe instynkty.
Śniadaniowa moralność, wieczorny rynsztok
Jak wygląda typowy dzień z TVN? Od rana w programie śniadaniowym Dorota Wellman i Marcin Prokop potrafią z poważnymi minami ubolewać nad „toksycznymi wzorcami piękna”, „chorymi standardami w sieci” czy uprzedmiotowieniem kobiet. Następnie wieczorne programy interwencyjne w rodzaju „Uwagi!” jako pierwsze ruszają do tropienia internetowych patostreamerów czy influencerów, którzy przeklęli na wizji. Widz ma odnieść wrażenie, że stacja stoi na straży wartości i kultury.
Jednak wystarczy spojrzeć na popołudniową i wieczorną ramówkę, by ta misternie tkana fasada legła w gruzach. To właśnie TVN jest w Polsce pionierem i głównym dystrybutorem tzw. „pato-telewizji”. Jak słusznie zauważa autorka nagrania, cała ramówka stacji opiera się na ordynarnych paradokumentach w stylu „Ukrytej prawdy”, „Szkole” czy „19+” – produkcjach pozbawionych jakiejkolwiek wartości intelektualnej, żerujących na najprostszych emocjach i sztucznie podkręcanych skandalach.
Prawdziwym festiwalem żenady są jednak programy typu reality show, takie jak „Hotel Paradise”, „40 kontra 20” czy „Królowe przetrwania”. To tam stacja promuje dokładnie to, przed czym rzekomo ostrzega o poranku: sztuczność, toksyczne relacje, infantylizm i kulturę opartą wyłącznie na wyglądzie zewnętrznym.
Szczytem hipokryzji jest sytuacja, w której poranni prezenterzy ubolewają nad „presją idealnego ciała”, a wieczorem w programie rozrywkowym kobiety są segregowane i oceniane według klucza „od najbardziej do najmniej zrobionej”.
Gdzie podziała się ta mityczna „kultura”?
Przez lata środowisko związane z TVN z wyższością krytykowało media publiczne – szczególnie w okresie rządów prawicy. Wyśmiewano zmiany personalne, potrafiono wysmażyć dziesiątki artykułów o zmianie prowadzącego w teleturnieju czy o koncertach disco polo. Tymczasem TVP, mimo swoich wad, wciąż oferowała i oferuje teatr telewizji, ambitne programy publicystyczne czy historyczne dokumenty.
A co w zamian daje TVN, mieniący się stacją dla „wielkomiejskich i wykształconych”? Czy widzowie mogą tam liczyć na ambitne kino europejskie, niszowe produkcje festiwalowe czy głębszą debatę o kulturze? Skądże. Ambitna kultura w TVN nie istnieje, bo się nie opłaca. Zamiast tego widzowie po raz setny w ciągu roku oglądają maraton filmów o Harrym Potterze albo komercyjne, amerykańskie kino akcji, przerywane blokami reklamowymi.
Gorzej niż MTV
W internecie celnie porównano TVN do stacji MTV z czasów jej największego upadku formatowego. Jest jednak jedna zasadnicza różnica. MTV z programami „Warsaw Shore” od początku były opakowane jako czysta, niewybredna rozrywka – nikt tam nie udawał, że realizuje misję edukacyjną, nikt nie próbował moralizować widzów. TVN natomiast robi dokładnie to samo, ale próbuje wmawiać Polakom, że niesie kaganek oświaty. To permanentne formatowanie widza: od rana uczyć go, jak ma żyć i co myśleć, a wieczorem serwować mu intelektualną papkę i zarabiać miliony na reklamach wokół programów promujących najzwyklejszą, społeczną patologię.
Zamiast ciągłego pouczania Polaków, celebryci i decydenci z Wiertniczej powinni wreszcie stanąć przed lustrem. Ich walka z „zepsuciem obyczajów” kończy się dokładnie tam, gdzie zaczyna się zysk netto. Jeśli TVN naprawdę chciałby oczyścić polską przestrzeń medialną z patologii, na którą tak chętnie pomstuje, powinien zacząć od własnej ramówki – albo po prostu przestać nadawać.
źr. wPolsce24 za TikTok/Nadia Długosz










