Przełomowy wyrok. Zwyrodnialec zakatował strusia Zenka. Nie okazał skruchy, był dumny z bestialstwa

Struś Zenek był atrakcją Osady Traperskiej. Zwierzę było oswojone i ufne. Łukasz S. handlował narkotykami. Sprzedawał je nawet nieletnim.
Struś konał dwa dni
W nocy w styczniu 2025 r., będąc pod był pod wpływem alkoholu i narkotyków, wdarł się na wybieg dla strusi i kijem bejsbolowym zaatakował bezbronne zwierzę. Ptak został skatowany: był bity, kopany i szarpany.
Zwierzęciu udało się uciec. Wrócił następnego dnia. Miał przetrącone skrzydło, złamany przełyk, poważne obrażenia zewnętrzne i jeszcze poważniejsze wewnętrzne. Struś konał dwa dni.
Był dumny z tego, co zrobił
Dzięki monitoringowi udało się złapać sprawcę. Nie miał wyrzutów sumienia. Pisząc z aresztu, był dumny, że mówiły o nim wszystkie media w kraju. Kiedy stanął przed Sądem Okręgowym w Poznaniu domagał się wyłączenia jawności rozprawy. Jak pisze „Fakt”, chciał uniknąć wstydu w wiosce, w której mieszkał. Tylko to go interesowało.
Szczególne okrucieństwo
W poniedziałek poznański sąd za zabicie zwierzęcia i działanie ze szczególnym okrucieństwem orzekł wobec Łukasza S. karę czterech lat więzienia i 15-letni zakaz posiadania zwierząt. Ponadto mężczyzna ma wpłacić 5 tys. zł na schronisko dla zwierząt w Poznaniu i 20 tys. zł pokrzywdzonemu właścicielowi ptaka.
- Oskarżony działał bez jakiegokolwiek powodu, z pełną pogardą dla obowiązującego porządku prawnego, co świadczy o jego znacznej demoralizacji. Sąd przyjął, że oskarżony zabił to zwierzę ze szczególnym okrucieństwem. To zasługuje na szczególne potępienie w postaci wymierzenia mu surowej kary - powiedział w poniedziałek sędzia Robert Grześ.
21 przestępstw
Akt oskarżenia dotyczył 21 przestępstw. Mężczyzna został skazany także za przestępstwa narkotykowe, niszczenie mienia i groźby karalne. Sąd orzekł karę łączną w wysokości siedmiu lat więzienia.
- Należy przyjąć, że oskarżony jest osobą głęboko zdemoralizowaną, niemającą żadnego szacunku dla porządku prawnego. Dopuszczał się różnego rodzaju czynów wynikających z poczucia bezkarności. Dlatego też sąd zdecydował się wymierzyć oskarżonemu karę łączną w wysokości aż 7 lat. To jest nieco wyżej, niż zaproponowała pani prokurator - powiedział sędzia Robert Grześ.
Mądry wyrok
Zadowolenie z orzeczonego wyroku wyraziła reprezentująca właściciela strusia adw. Katarzyna Topczewska. - Nie znam wyższej kary, która by zapadła za przestępstwo znęcania się nad zwierzętami. Uważam, że jest to bardzo dobry wyrok, odpowiednio surowy, mądry. Sąd docenił wagę tego przestępstwa. Nie było widać żadnego żalu, żadnej skruchy u oskarżonego. Nigdy nie spotkałam się z tak obrzydliwymi motywami. Co jest wyjątkowo bulwersujące, oskarżony jest dalej z tego dumny. Jak wynika z grypsu pisanego do kolegi, on się cieszy z tego, że wszystkie media o nim mówią jako pierwszej osobie, która powaliła strusia - powiedziała pani mecenas.
Dodała, że "to trzeba zatrzymać". - Tak, żeby on nie był przykładem dla innych, którzy mogą mieć podobne zamiary. Aby wszyscy wiedzieli, że takie okrutne czyny, takie bestialstwo spotyka się z adekwatną reakcją wymiaru sprawiedliwości - dodała.
Będzie apelacja?
Oskarżonego nie było w poniedziałek na sali sądowej. Reprezentujący go adw. Maciej Relewicz powiedział, że najpewniej złoży apelację.
źr. wPolsce24 za RMF FM/"Fakt"











