Program SAFE przyjęty w Sejmie. Co to oznacza dla polskiej armii?
W piątkowym głosowaniu, które wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz określił jako „jedno z najważniejszych w historii modernizacji sił zbrojnych”, Sejm przyjął ustawę o Finansowym Instrumencie Zwiększenia Bezpieczeństwa (FIZB). Za projektem opowiedziało się 236 posłów koalicji rządzącej (KO, Trzecia Droga, Lewica), przeciw było 199 posłów PiS i Konfederacji.
Czym jest program SAFE?
To unijny mechanizm o łącznej wartości 150 mld euro, którego - w ocenie Koalicji Obywatelskiej - Polska ma być największym beneficjentem, otrzymując ok. 44 mld euro (blisko 190 mld zł). Środki te nie są jednak darmową dotacją, lecz niskooprocentowaną pożyczką z 10-letnim okresem karencji i spłatą rozłożoną na 45 lat.
Minister finansów Andrzej Domański podkreśla, że dzięki preferencyjnym warunkom Polska zaoszczędzi od 36 do 60 mld zł w porównaniu do komercyjnych kredytów. Pieniądze mają popłynąć na:
-
budowę Tarczy Wschód i tarczy antydronowej,
-
zakup amunicji 155 mm,
-
modernizację 139 projektów obronnych zgłoszonych przez aktualny rząd.
Gorąco w Sejmie: „Głupcy lub zdrajcy” i obecność ambasadora
Debacie towarzyszyły ogromne emocje. Minister Domański nie gryzł się w język, stwierdzając, że „każdy, kto głosuje przeciwko SAFE, jest albo głupcem, albo zdrajcą interesów Polski”.
Oliwy do ognia dolała obecność na sejmowej galerii ambasadora Niemiec, Miguela Bergera. Politycy Prawa i Sprawiedliwości, m.in. Rafał Bochenek i Janusz Kowalski, odebrali to jako próbę nacisku.
Padły oskarżenia o „pilnowanie niemieckiego kagańca” i lobbowanie za interesami niemieckiego przemysłu zbrojeniowego. Ambasador Berger odpowiedział na platformie X, że jest zaskoczony kontrowersjami. Niemcy – mimo że same z pożyczki nie korzystają - utrzymują, iż współfinansują mechanizm, by wspierać bezpieczeństwo Europy.
Fakty są jednak takie, iż będą głównym beneficjentem systemu, który ma wspierać ich przemysł zbrojeniowy.
Dlaczego opozycja mówi „nie”?
Prawo i Sprawiedliwość oraz Konfederacja podnoszą szereg wątpliwości, które sprawiają, że program SAFE budzi tak duży opór:
-
Unijna smycz: Opozycja alarmuje, że wypłata środków może być uzależniona od mechanizmu „praworządności”, podobnie jak miało to miejsce w przypadku KPO.
-
Konieczność zakupów w UE: Program SAFE wymaga, aby sprzęt był produkowany w Europie (minimum 65% wartości zamówienia). Zdaniem krytyków, może to zablokować kluczowe kontrakty z USA (systemy Patriot, HIMARS) czy Koreą Południową (czołgi K2), na których opiera się obecna strategia modernizacji.
-
Ryzyko dla polskiego przemysłu: Choć rząd deklaruje, że 80% środków trafi do polskich firm, opozycja wytyka brak ustawowych gwarancji w tej kwestii, obawiając się, że miliardy zasilą ostatecznie zakłady w Niemczech czy Francji.
Wyścig z czasem
Ustawa musi wejść w życie do marca, aby Polska mogła podpisać umowę pożyczkową z Komisją Europejską. Teraz projekt trafi do Senatu, gdzie minister finansów zapowiedział poprawkę gwarantującą, że spłata pożyczki SAFE nie będzie obciążać Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, z którego finansowane są dotychczasowe kontrakty zbrojeniowe.
Ostateczna decyzja o uruchomieniu „miliardów na armię” będzie należeć do prezydenta Karola Nawrockiego, który stanie przed dylematem: poprzeć kontrowersyjny pomysł czy podzielić obawy opozycji o suwerenność zakupów obronnych?
źr. wPolsce24











