Pułapka funduszu SAFE? Ujawniamy: Polska armia może stracić miliardy i swobodę zakupów!

„Dodatkowe” miliardy czy zamiana długów?
Wbrew oficjalnym przekazom, środki z funduszu SAFE nie zwiększą realnie budżetu na obronność. Pieniądze te mają jedynie zastąpić mechanizmy wypracowane w poprzednich latach, które pozwalały na sprawne pozyskiwanie sprzętu.
Co gorsza, wniosek o te środki został utajniony i nie znamy listy projektów, które rząd zamierza sfinansować.
Koniec zakupów w USA i Korei Południowej?
Jednym z najpoważniejszych zagrożeń płynących z funduszu SAFE są po prostu ograniczenie rynkowe. Regulacje wymuszają kupowanie sprzętu wyłącznie od producentów z Unii Europejskiej. Dla polskiego żołnierza oznacza to odcięcie od nowoczesnych technologii, do których zdążyliśmy się już przyzwyczaić:
-
Brak możliwości zakupu samolotów F-35 oraz czołgów Abrams z USA.
-
Blokada dla sprzętu z Korei Południowej, w tym czołgów K2 i artylerii Chunmoo.
-
Ryzyko dla polskiej zbrojeniówki: Restrykcyjne wymogi (60% komponentów musi pochodzić z UE) mogą wykluczyć nawet polskie armatohaubice KRAB z Huty Stalowa Wola.
Eksperci wskazują, że uzależnienie od „niewydolnego rynku europejskiego” drastycznie wydłuży czas dostaw. Podczas gdy Polska pozyskała ok. 250 Abramsów w krótkim czasie, dostawy 44 niemieckich Leopardów dla Węgier trwały aż osiem lat.
Mechanizm szantażu: Widmo „praworządności”
Fundusz SAFE jest objęty tzw. zasadą warunkowości. Oznacza to, że Komisja Europejska może w każdej chwili wstrzymać wypłatę pieniędzy, powołując się na subiektywne kryteria, np. rzekomy brak praworządności.
Wystarczy np., że w Polsce zmieni się rząd i unijni decydenci znów będą próbowali finansowymi dźwigniami i podobnymi metodami dokonać zmiany władzy w Polce.
Podobny scenariusz przerobili już Węgrzy, których wniosek został zablokowany. Zmiana polityczna może oznaczać, że nasza armia stanie się tym samym zakładnikiem politycznych gier Brukseli.
Czy MON grozi bankructwo?
Ministerstwo Finansów chce, aby pożyczki z SAFE były spłacane bezpośrednio z budżetu obronnego. Według sygnałów z MON, może to doprowadzić do realnego bankructwa resortu. Pieniędzy może zabraknąć nie tylko na nowy sprzęt, ale nawet na bieżące wypłaty uposażeń i emerytur dla żołnierzy.
Czy to się w ogóle opłaca?
Rząd przekonuje, że pożyczki unijne są tańsze. Dane rynkowe mówią jednak co innego:
-
SAFE: Przewidywane oprocentowanie to ok. 3–4% rocznie.
-
Polskie obligacje: 9 stycznia 2026 r. Polska wyemitowała obligacje z rentownością 2,96% (5-letnie) oraz 3,74% (10-letnie).
Wniosek jest prosty: Polska potrafi wygenerować środki na zbrojenia samodzielnie, bez unijnego szantażu i bez narzucania nam, u kogo mamy kupować broń.
Co dalej z bezpieczeństwem Polski? Istniejący już Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych, który działał w czasie rządów Zjednoczonej Prawicy, pozwala kupować broń bez wyżej opisanych ograniczeń rynkowych: z Polski, USA czy Korei.
Czy warto go wygaszać na rzecz mechanizmu, który odbiera nam prawo do decydowania o najlepszym sprzęcie na podstawie analizy pola walki?
źr. wPolsce24











