Porody na SOR-ach już za chwilę? Nowe zasady budzą grozę

Co zakłada rozporządzenie?
Wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski podpisał 15 stycznia 2026 r. rozporządzenie wprowadzające do wykazu świadczeń gwarantowanych nową usługę: „opieka nad kobietą w ciąży lub kobietą rodzącą realizowana przez położną".
Przepisy wejdą w życie w ciągu 14 dni od publikacji w Dzienniku Ustaw.
Nowe regulacje przewidują:
-
Utworzenie tzw. interwencyjnych punktów położniczych (pokoi narodzin) przy SOR-ach lub izbach przyjęć w szpitalach, które wcześniej miały oddział położniczy
-
Całodobowe dyżury położnych, które w razie potrzeby przyjmą poród lub zdecydują o transporcie ciężarnej do szpitala specjalistycznego
-
Obowiązek posiadania karetki z trzyosobowym zespołem (położna, ratownik, kierowca) w ciągłej dyspozycji
Dla jakich szpitali?
Świadczenie będzie dostępne w placówkach oddalonych o co najmniej 25 km od najbliższego szpitala z czynnym oddziałem położniczym.
Warunkiem jest posiadanie izby przyjęć lub SOR oraz poradni położniczo-ginekologicznej czynnej minimum pięć dni w tygodniu.
Do uruchomienia usługi potrzebna będzie zgoda konsultanta wojewódzkiego.
Ministerstwo: „Polki nie będą rodzić na SOR-ach"
Resort zdrowia podkreśla, że pokoje narodzin nie są miejscem do planowych porodów. Wiceminister Maciejewski, dzień przed podpisaniem rozporządzenia - na specjalnie zorganizowanej w tym celu konferencji prasowej - zapewniał: „Każda ciężarna ma urodzić w szpitalu, w którym jest oddział położniczy".
Według ministerstwa, przyjęcie porodu w interwencyjnym punkcie położniczym nastąpi wyłącznie w sytuacji, gdy zaawansowanie akcji porodowej uniemożliwi bezpieczny transport.
Jednocześnie, Naczelna Izba Lekarska zwróciła uwagę na sprzeczność między środowymi zapewnieniami wiceministra a czwartkowym podpisaniem rozporządzenia.
- Może się okazać, że całodobowy dyżur położnej i karetki z trzyosobowym zespołem wcale nie będzie oznaczał dla szpitala mniejszych strat niż utrzymanie porodówki – zwracał uwagę Jakub Kosikowski, rzecznik NIL w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Kosikowski przypomniał, iż za jedną dobę dyżuru karetki podstawowej, w której jeździ dwóch ratowników, NFZ płaci w tej chwili pogotowiu 8 tys. zł. To daje kwotę prawie 3 mln zł na rok. W karetkach do przewozu rodzących kobiet ma być położna i ratownik. Koszt jej utrzymania będzie więc podobny lub większy, o ile w składzie będzie jeszcze ratownik-kierowca.
Także posłanka PiS Anna Kwiecień oceniła decyzję jako „kompletny brak wyobraźni", wskazując że sala porodowa musi być przygotowana na powikłania wymagające natychmiastowego cięcia cesarskiego i obecności anestezjologa.
Wątpliwości budzi też finansowanie nowego pomysłu. Resort szacuje koszty na 19 mln zł rocznie, podczas gdy sam dyżur karetki podstawowej kosztuje NFZ ok. 8 tys. zł za dobę, co daje niemal 3 mln zł rocznie na jedną jednostkę.
Resort zapewnia, że pokoje narodzin to nie SORy, jednocześnie utrzymanie pokoju narodzin z pełnym zespołem może być równie kosztowne jak prowadzenie tradycyjnej porodówki, choć bezpieczeństwo i komfort Polek będą nieporównywalnie mniejsze i słabsze.
Komu ma zatem służyć ten cały chaos?
źr. wPolsce24 za "Gazeta Lekarska"/"Gazeta Wyborcza"/Termedia











