Ponad milion złotych z kieszeni podatników na lubelskie LGBT. Ogromne dotacje dla organizatorów Marszu Równości!

Biznes na „tolerancji”? Lwia część dotacji na pensje i koordynację
Sprawa ujrzała światło dzienne dzięki oficjalnej interpelacji, którą radny Tomasz Gontarz złożył do prezydenta Lublina, Krzysztofa Żuka.
Odpowiedź sygnowana przez Sekretarza Miasta odsłoniła porażającą strukturę wydatków w ramach projektu „Przestrzeń Młodych QLub” przy ul. Głębokiej 8A. Okazuje się, że z gigantycznej kwoty 1 300 000 zł aż 60 procent – czyli 780 720 zł – zostanie skonsumowane przez... pensje i tzw. „koordynację zadania”.
-
393 120 zł zaplanowano dla osób prowadzących przestrzeń i zajmujących się promocją.
-
387 600 zł pochłonie sama „koordynacja” (średnio ok. 77,5 tysiąca złotych rocznie za sam nadzór).
Co zostaje dla młodzieży, która miała być rzekomym beneficjentem tego programu? Na organizację wydarzeń edukacyjnych, integracyjnych i rozwojowych przez pięć lat przewidziano nędzne 40 300 zł. Przy planowanych minimum 20 wydarzeniach rocznie, daje to około... 400 złotych na jedną imprezę i stanowi około 4,5% całej dotacji.
Czterysta złotych na wydarzenie – za to nie zorganizuje się porządnych warsztatów, to jest koszt pizzy i soków. Cała reszta to pensje, koordynacja i czynsz. Pytam więc: kogo tak naprawdę utrzymują lubelscy podatnicy – młodzież czy etaty »osób animatorskich«?” – komentuje oburzony radny Tomasz Gontarz.
Finansowe perpetuum mobile: Pieniądze krążą w zamkniętym obiegu
Kolejny zaskakujący wątek dotyczy lokalu przy ul. Głębokiej 8A, który stowarzyszenie wynajmuje od miejskiego Zarządu Nieruchomości Komunalnych. Na opłacenie czynszu i mediów przeznaczono z dotacji aż 413 640 zł (blisko jedna trzecia całej kwoty). Mamy więc do czynienia z kuriozalną sytuacją, w której publiczne pieniądze krążą w zamkniętym obiegu.
Miasto przyznaje dotację lewicowej organizacji, a ta oddaje ją z powrotem miastu jako czynsz. Trudno nie odnieść wrażenia, iż znajomi politycy i działacze fundują sobie - na koszt podatników - biura w najbardziej prestiżowych lokalizacjach w mieście. Co istotne, lubelski ratusz nabrał wody w usta i odmówił podania konkretnej stawki za metr kwadratowy oraz jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy organizacja korzysta z preferencyjnych, zaniżonych warunków.
Urzędnicy zasłonili się jedynie ogólnikową formułką.
Ideologiczny profil i brak transparentności
Władze Lublina nie potrafiły (lub nie chciały) podać żadnej konkretnej, zakładanej liczby młodych odbiorców, którzy realnie skorzystają z placówki. Nie wyjaśniono również, dlaczego akurat ta przestrzeń otrzymała dotację o jedną czwartą wyższą niż średnia dla innych tego typu placówek w mieście.
Przypomnijmy, że Stowarzyszenie „Unia Równości” to dawne Stowarzyszenie Marsz Równości w Lublinie. To dokładnie ten sam podmiot, który już zapowiedział kolejną uliczną manifestację środowisk LGBTQ+ na 17 października 2026 roku pod hasłem „Wolne z wolnymi. Równe z równymi...”.
Nie jestem zwolennikiem finansowania tego typu organizacji z kieszeni lubelskich podatników (...). Niech robi to za własne pieniądze albo pieniądze swoich zwolenników, a nie z budżetu, do którego dokładają się wszyscy lubelscy podatnicy – również ci, którzy się z tą ideologią nie zgadzają" – podkreśla radny PiS.
Urzędniczy żargon rodem z lewicowych poradników
Dodatkowym „smaczkiem” w odpowiedzi na interpelację lokalnego radnego jest język, jakim posługuje się dzisiejszy lubelski ratusz sterowany przez lewicowo-liberalnych włodarzy. W oficjalnym piśmie podpisanym przez Sekretarza Miasta na próżno szukać tradycyjnych, poprawnych pojęć takich jak „wolontariusz” czy „animator”. Zamiast tego urzędnicy namiętnie posługują się dziwacznymi neologizmami: „osoby wolontariackie” oraz „osoby animatorskie”.
To ewidentna kalka językowa przeniesiona wprost z ideologicznych podręczników tzw. „języka inkluzywnego”. Pokazuje to dobitnie, że lubelski urzędnik nie pisze już językiem polskim, ale slangiem organizacji, którą miasto tak hojnie dotuje za pieniądze ciężko pracujących mieszkańców.
Co oczywiste, sprawa budzi ogromny opór społeczny i z pewnością będzie miała swój dalszy ciąg, ponieważ radny Gontarz już zapowiedział twardą walkę o pełną jawność i wykaz wcześniejszych ukrytych dotacji dla tego stowarzyszenia. Będziemy śledzić tę sprawę.
źr. wPolsce24











