Gigantyczna liczba chętnych, żeby odwołać prezydenta z Platformy. Człowiek Miszalskiego: Zebrali się przy piwie i postanowili robić referendum

Jak poinformował we wtorek dziennikarz i lokalny społecznik Tomasz Borejza, w Krakowie zebrano już 101 974 podpisów pod wnioskiem o referendum. Chodzi w nim o odwołanie prezydenta Aleksandra Miszalskiego i krakowskiej rady miasta. Krakowianie zarzucają wybranym w 2024 roku władzom kompletną nieudolność, zadłużanie miasta przy jednoczesnych drakońskich podwyżkach usług komunalnych, uległość wobec biznesu kosztem krakowian i niespotykany nepotyzm, kolesiostwo.
- To więcej niż pierwotny cel zakładany przez organizatorów. Zrealizowano go w niewiele ponad miesiąc. Zbiórka jest kontynuowana. Dla pewności i efektu – dodał Borejza na X.
Aby referendum się odbyło wystarczy około 60 tys. podpisów, ale organizatorzy chcą się zabezpieczyć przed ewentualnym uznaniem części z nich za nieważne – podpisy będą liczyć miejscy urzędnicy.
Sondaże wskazują, że jeśli dojdzie do referendum – a to właściwie pewne – Aleksander Miszalski będzie miał ogromne problemy z utrzymaniem władzy. Prezydent podejmuje nerwowe ruchy, mające pokazać, że się zmienił i że teraz już będzie działał na rzecz mieszkańców. Jednocześnie jego otoczenie wykazuje się niespotykaną wręcz butą.
Przykład? Szef klubu radnych Koalicji Obywatelskiej Grzegorz Stawowy w wywiadzie dla portalu Głos24 podzielił się teorią, że wielkie zaangażowanie mieszkańców w internecie jest „fejkowe”, a za zasięgami w sieci stoją… boty. Twierdzi też, że inicjatywa jest czysto polityczna, sterowana przez prawicę.
- Zebrała się skrajna prawica przy piwie i próbuje przeprowadzić referendum – powiedział radny.
- Poziom oderwania krakowskiej Platformy od mieszkańców miasta jest wart co najmniej doktoratu – skomentował Marcin Kędryna, dziennikarz i były współpracownik prezydenta Andrzeja Dudy.
źr. wPolsce24











