Polska 2050 wybiera nowego lidera. Wybory zdecydują, czy partia zostanie wchłonięta przez KO

Głosowanie ma potrwać do godziny 15. Jeśli żaden z kandydatów nie uzyska bezwzględnej większości, zaplanowano drugą turę na poniedziałek, 12 grudnia. Już sam ten fakt pokazuje, jak bardzo rozdrobnione i wewnętrznie niespójne jest dziś ugrupowanie, które miało być alternatywą dla „starych partii”.
O stanowisko szefa Polski 2050 walczą dobrze znane nazwiska liberalno-lewicowej sceny politycznej: Ryszard Petru – symbol kompromitacji tzw. nowoczesnej opozycji sprzed lat, Joanna Mucha – była minister sportu w rządzie PO-PSL, skonfliktowana z premierem Tuskiem Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz – obecna minister funduszy, Paulina Hennig-Kloska – minister klimatu i środowiska, odpowiedzialna za kontrowersyjne decyzje uderzające w polską energetykę, oraz poseł Rafał Kasprzyk.
Warto przypomnieć, że pierwotnie chętnych do objęcia funkcji przewodniczącego było siedmiu. Z wyścigu wycofał się m.in. europoseł Michał Kobosko, a na dzień przed głosowaniem zrezygnował Bartosz Romowicz. To kolejny sygnał chaosu i braku stabilności wewnątrz partii, która współtworzy dziś rząd.
Nowy lider, stare problemy
Nowy lider zostanie oficjalnie zaprezentowany 17 stycznia podczas Rady Krajowej ugrupowania. Tego samego dnia wybrani zostaną członkowie Zarządu Krajowego, przy czym znaczną część jego składu nowy przewodniczący wskaże samodzielnie. Trudno więc mówić o realnej oddolnej demokracji – raczej o partyjnej układance i koncentracji władzy w rękach lidera.
Cały proces wyborczy odbywa się w cieniu decyzji Szymona Hołowni, który zrezygnował z walki o ponowną kadencję, a następnie próbował swoich sił na arenie międzynarodowej, ubiegając się o stanowisko Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców. Ostatecznie funkcję tę objął były prezydent Iraku Barham Ahmed Salih, co dla Hołowni oznacza polityczne rozdroże i pytania o jego dalszą rolę.
Zmiana przywództwa w Polsce 2050 nie jest tylko wewnętrzną sprawą jednego ugrupowania. To także sygnał dla wyborców, że projekt, który miał być „ruchem obywatelskim”, coraz bardziej odsłania swoje prawdziwe oblicze – partii liberalnych elit, oderwanej od realnych problemów Polaków, szczególnie tych spoza wielkich miast. Pytanie brzmi: czy nowy przewodniczący zdoła nadać temu projektowi sens, czy będzie to jedynie kolejny etap politycznej degradacji formacji Hołowni i zjednoczenia partii z Koalicją Obywatelską.
źr. wPolsce24











