Koniec wakacji, a w sieci prawdziwy grill! Wiceminister ogłosił sukces, Polacy pytają: "Ukradli mi PESEL, z czego mam się cieszyć?"

Sprawa ma swój początek 12 sierpnia 2026 roku, kiedy to Minister Cyfryzacji Krzysztof Gawkowski poinformował opinię publiczną o jednym z największych wycieków danych w historii kraju. Z bazy prywatnej firmy medycznej MyDr skradziono dane należące do niemal 19 milionów Polaków. Resort cyfryzacji zalecił wówczas prewencyjne zastrzeżenie numerów PESEL za pośrednictwem aplikacji mObywatel.
Aby umożliwić obywatelom weryfikację, czy ich wrażliwe informacje zostały wykradzione, zapowiedziano uruchomienie specjalnego rządowego serwisu bezpiecznedane.gov.pl. Termin publikacji danych był jednak wielokrotnie przesuwany, co ministerstwo tłumaczyło koniecznością prowadzenia działań przez policję.
Sukces według wiceministra: „Brawo! Tytaniczna praca”
W sobotę wiceminister cyfryzacji Michał Gramatyka z dumą ogłosił na platformie X, że wyczekiwana baza została w końcu udostępniona.
- Jest już możliwość sprawdzenia czy Wasz pesel został wykradziony w sierpniowym wycieku z MyDr. Brawo Krzysztof Gawkowski, Dariusz Standerski a pewnie też Arkadiusz Myrcha – napisał Gramatyka, śląc gratulacje swojemu szefowi oraz innym przedstawicielom resortu.
Dla wiceministra uruchomienie wyszukiwarki po ponad dwóch tygodniach od ogłoszenia wycieku było powodem do dumy. Szybko jednak okazało się, że opinia publiczna ma na ten temat diametralnie inne zdanie.
Bezlitosna riposta internautów. Nie „już”, a „dopiero”
Pod wpisem wiceministra natychmiast zaroiło się od krytycznych komentarzy. Użytkownicy serwisu X nie zostawili na rządzących suchej nitki, punktując każdy aspekt ich działań:
Internauci zwracają uwagę, że zwlekanie z publikacją bazy przez ponad dwa tygodnie to porażka, a nie sukces.
- Nie „już”. Dopiero – skomentował krótko jeden z nich, dodając, że nie ma tu miejsca na żadne brawa. Inni uczestnicy dyskusji wskazywali, że taki serwis powinien powstać maksymalnie w ciągu 48 godzin od wykrycia incydentu.
Niektórzy zauważyli absurdalność sytuacji, w której to obywatel musi sam szukać informacji o zagrożeniu: „Przecież do 72h powinienem zostać poinformowany bezpośrednio, jeśli moje dane wyciekły, przez podmiot, któremu te dane wyciekły. A nie że pan minister mi każe samemu sprawdzić i jeszcze brawo mu bić…”.
Osoby, które skorzystały z narzędzia i zobaczyły czerwony komunikat, nie kryły wściekłości.
- Brawo!!! Mój pesel jest na tej liście, i co mam się z tego cieszyć?? Z tego, że mój pesel i dane medyczne zostały wykradzione? Z powodu niekompetencji i nieudolności Gawkowskiego i Gramatyki? – napisał jeden z internautów. Kolejny użytkownik pytał wprost: „Został wykradziony mój tak się składa. Kogo mam podać do sądu? Pana? Kto jest za to odpowiedzialny, kto tego nie upilnował?”.
„Propaganda sukcesu” kontra rzeczywistość
Kolejnym ciosem wizerunkowym dla Ministerstwa Cyfryzacji okazały się problemy techniczne. Gdy tylko baza została udostępniona, gigantyczny ruch ze strony zaniepokojonych Polaków sparaliżował rządową stronę bezpiecznedane.gov.pl. W sobotni poranek wielu użytkowników zderzyło się z ekranem ładowania lub komunikatami o gigantycznych kolejkach.
Sytuację złośliwie skomentował poseł Rafał Bochenek: „Raczej średnia jest wydolność tego 'nowoczesnego', tworzonego przez rządowych 'ekspertów' serwisu. Jeden z użytkowników podsumował to z przekąsem: „Jestem 1352 w kolejce, średnia oczekiwania to 1,5 godz. Gigantyczny sukces. Hehe”.
Ministerstwo idzie w zaparte. „Kto się zna, ten potwierdzi”
Mimo miażdżącej krytyki, wiceminister Michał Gramatyka postanowił bronić swoich gratulacji i stanowiska resortu. W odpowiedzi na krytyczne komentarze stwierdził, że państwo nie ponosi odpowiedzialności za sam wyciek, ponieważ dotyczył on podmiotu prywatnego.
- Śmiem się nie zgodzić. Dane wykradziono prywatnej firmie. (...) Gawkowski i Standerski wykonali tytaniczną pracę, żeby informacja o peselach mogła zostać opublikowana. Kto się zna na temacie, potwierdzi – ripostował wiceminister.
Tłumaczenia te jednak mało kogo przekonują. Krytycy podkreślają, że państwo powinno skutecznie nadzorować podmioty przetwarzające tak wrażliwe dane medyczne milionów obywateli, a obecna próba przedstawienia opóźnionego i zawieszającego się serwisu jako „wielkiego sukcesu” budzi jedynie niesmak i potęguje poczucie bezradności wśród poszkodowanych.
źr. wPolsce24 za X.com











