Po co nam „ministra" ds. równości? Organizacje grzmią o rażącej dyskryminacji w jej departamencie

Decyzja o odwołaniu wicedyrektorki Departamentu ds. Równego Traktowania w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów wzbudziła poważne kontrowersje. Sprawa dotyczy Mileny Adamczewskiej-Stachury, która straciła stanowisko krótko po urodzeniu dziecka i rozpoczęciu urlopu macierzyńskiego.
Choć formalnie odwołanie było zgodne z przepisami – urzędniczka była zatrudniona na podstawie powołania, co umożliwia jej odwołanie w dowolnym momencie – eksperci podkreślają, że kluczowy jest kontekst decyzji. W takich sytuacjach istotne jest ustalenie, czy powodem nie były okoliczności związane z macierzyństwem.
- Zawsze w takiej sytuacji trzeba spojrzeć szerzej i się zastanowić, czy on nie jest motywowany na przykład tym, że osoba urodziła dziecko, czy korzysta z urlopu macierzyńskiego – mówi w rozmowie z portalem mecenas Maria Sankowska-Borman, specjalistka od prawa pracy.
Organizacje biją na alarm
Do sprawy odniosły się czołowe organizacje społeczne, w tym Amnesty International Polska, Helsińska Fundacja Praw Człowieka oraz Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego. W swoim wspólnym stanowisku oceniły sytuację jako „rażący przypadek dyskryminacji pośredniej”.
Zdaniem sygnatariuszy decyzja o odwołaniu mogła być powiązana bezpośrednio z faktem urodzenia dziecka i korzystania z urlopu macierzyńskiego. Wskazują oni, że takie działania mogą naruszać zasady równego traktowania oraz podważać zaufanie do instytucji publicznych.
Uderzenie w wiarygodność instytucji
Szczególne kontrowersje budzi fakt, że sytuacja miała miejsce w departamencie odpowiedzialnym właśnie za równe traktowanie. Organizacje społeczne podkreślają, że tego typu działania są sprzeczne z misją jednostki i mogą osłabiać jej wiarygodność.
W stanowisku pojawiły się także krytyczne uwagi wobec kierownictwa departamentu. Zdaniem autorów listu osoby odpowiedzialne za politykę równościową powinny nie tylko reagować na naruszenia, ale przede wszystkim zapobiegać im we własnych strukturach.
Różne wersje wydarzeń
Po nagłośnieniu sprawy Pełnomocnik Rządu do Spraw Równości Katarzyna Kotula podkreślała, że odwołana urzędniczka nadal pozostaje pracownikiem KPRM i zachowuje wszystkie prawa wynikające z kodeksu pracy. Wskazywano również, że ma możliwość powrotu do pracy.
Sama zainteresowana przedstawiła jednak odmienną perspektywę. W jej ocenie decyzja o odwołaniu była bezpośrednio związana z macierzyństwem i stanowi przejaw dyskryminacji ze względu na płeć. Zwróciła także uwagę na zapis w dokumencie odwołania, który wskazuje, że wypowiedzenie zacznie obowiązywać po zakończeniu urlopu rodzicielskiego.
źr. wPolsce24 za wp.pl











