PiS nie zamierza bronić posła. Partia podjęła radykalne kroki

Rzecznik Prawa i Sprawiedliwości, Rafał Bochenek, przekazał za pośrednictwem mediów społecznościowych, że po rozmowie z kierownictwem partii i klubu, Łukasz Mejza przestał być jego członkiem. Jednocześnie podkreślono, że polityk nigdy nie był członkiem samej partii PiS, a jedynie należał do jej klubu parlamentarnego.
Decyzja ta nastąpiła po postawieniu posłowi jasnego ultimatum przez partyjnych kolegów. Poseł Janusz Cieszyński wskazywał wcześniej na dwa scenariusze: Mejza musiał albo zrezygnować z planów wejścia do ringu, albo opuścić szeregi klubu.
Poseł w oktagonie? „Pierwszy w Europie”
Bezpośrednim powodem politycznego trzęsienia ziemi stały się deklaracje Mejzy dotyczące udziału w freak fightach. Poseł w rozmowie z „Rzeczpospolitą” przyznał, że rozważa taką możliwość, co czyniłoby go pierwszym czynnym posłem w Europie biorącym udział w takim wydarzeniu. Na antenie wPolsce24 Mejza przyznał, że w oktagonie chciałby się zmierzyć z Jackiem Murańskim. Mejza podkreślał także, że stawka za walkę musiałaby być odpowiednio wysoka, a całe wydarzenie miałoby charakter charytatywny.
Pomysł walki w klatce spotkał się z miażdżącą krytyką ze strony liderów PiS. Jacek Sasin w rozmowie z RMF FM ocenił, że taka droga nie przystoi politykowi polskiego parlamentu i zapowiadał, że będzie przekonywał Mejzę do rezygnacji z tych planów. Choć Jarosław Kaczyński deklarował wcześniej, że partia nie wyciągnie konsekwencji wobec posła za jego wykroczenia drogowe, to ewentualny start w MMA przelał czarę goryczy.
Problemy z prawem w tle
Decyzja o usunięciu posła z klubu zapadła również w cieniu jego problemów z prawem ruchu drogowego. Łukasz Mejza ma na koncie co najmniej 17 zarejestrowanych wykroczeń drogowych, za które powinien otrzymać łącznie 177 punktów karnych. Mimo zrzeczenia się immunitetu, polityk ma unikać odbierania korespondencji od Głównej Inspekcji Transportu Drogowego, co blokuje skierowanie spraw do sądu.
źr. wPolsce24 za X.com











