Koalicjant Tuska nie wytrzymał. Ostre komentarze po ogłoszeniu nowych progów podatkowych
W środę premier Donald Tusk wraz z ministrem finansów Andrzejem Domańskim zaprezentowali pakiet zmian podatkowych. Jednym z kluczowych założeń reformy jest podniesienie drugiego progu podatkowego ze 120 tys. zł do 130 tys. zł rocznie. Rząd chce również wprowadzić nowy próg podatkowego (24%) dla osób zarabiających od 130 tys. zł do 150 tys. zł rocznie, z kolei próg 32% zacząłby obowiązywać dopiero powyżej zarobków na poziomie 150 tys. zł rocznie.
Wśród propozycji znalazła się również podwyżka podatku CIT z 19% do 22% dla dużych firm osiągających roczne przychody powyżej 50 mln euro (ok. 200 mln zł) oraz obniżenie limitu przychodów dla podatników ryczałtowych do 250 tys. euro (ok. 1 mln zł), podczas gdy obecnie wynosi on 2 mln euro.
Według zapowiedzi premiera i ministra finansów, zmiany te dla milionów Polaków będą odczuwalne pod koniec 2027 roku.
Spięcie w koalicji. „Zarzynanie kur znoszących złote jaja”
Propozycje Donalda Tuska wywołały natychmiastowe, niezwykle krytyczne komentarze -nawet ze strony koalicjantów. Najostrzej wypowiedział się poseł PSL Marek Sawicki, który nazwał plany premiera „rozczarowującymi”.
- Problem polega na tym, że pan premier, który obiecał nam w 2023 roku kwotę wolną od podatku 60 tys. zł, a wicepremier emeryturę bez podatku, zaproponowali nam rozwiązanie cząstkowe, dzięki któremu zaledwie 3,5 mln podatników będzie miało niższe obciążenia podatkowe – ocenił Sawicki.
Poseł PSL skrytykował także uderzenie w przedsiębiorców, oskarżając rząd o realizację „lewicowej koncepcji zarzynania kur znoszących złote jaja” w celu sfinansowania obietnic socjalnych.
Sceptycyzmu nie kryje również Ryszard Petru z klubu parlamentarnego Centrum. Petru zauważył, że nagła podwyżka CIT do 22% uderzy w ponad 4 tysiące polskich firm zatrudniających co trzeciego pracownika w kraju.
- Tak się nie zmienia zasad gry – skomentował.
Z kolei Marek Krawczyk z Polski 2050 zapowiedział walkę o poprawki i podniesienie drugiego progu podatkowego do 140 tys. zł. Jednoznaczne poparcie z obozu rządzącego napłynęło od Anny Marii Żukowskiej z Lewicy, która uznała wprowadzenie stawki 24% i podniesienie progu 32% do 150 tys. zł za „dobry kierunek zmian”.
Opozycja bije na alarm. „Mydlenie oczu i podatkowa kosmetyka”
Politycy Prawa i Sprawiedliwości nie zostawili na rządowym projekcie suchej nitki, określając go mianem PR-owej zagrywki i „pudrowania systemu”.
Mariusz Błaszczak oraz Przemysław Czarnek zgodnie wyliczają, że przy zarobkach na poziomie 180 tys. zł propozycja Tuska przyniesie podatnikowi zaledwie 3 600 zł oszczędności rocznie, podczas gdy alternatywny projekt PiS (stawka 12% aż do 180 tys. zł) pozostawiłby w kieszeni obywatela aż 12 000 zł, czyli o 8 400 zł więce. Czarnek stwierdził wprost, że Donald Tusk „znowu mydli oczy” i zamiast realnej obniżki podatków „kombinuje” oraz „wymyśla kolejny próg”.
Michał Wójcik oskarżył rząd o oszustwo wyborcze w kwestii kwoty wolnej od podatku i uderzenie w polskie firmy. Były premier Mateusz Morawiecki zaprosił natomiast Donalda Tuska na czwartek na godzinę 12:00 na „korepetycje z obniżania podatków”.
Rządowe plany skrytykował także szef gabinetu prezydenta RP Paweł Szefernaker, wskazując, że system stanie się jeszcze bardziej skomplikowany, a rządy „mnożą progi” zamiast podnieść kwotę wolną. Przypomniał on o złożonym 8 sierpnia 2025 roku projekcie prezydenta Karola Nawrockiego „PIT Zero. Rodzina na plus”, który zakłada prostsze zasady: próg 140 tys. zł dla wszystkich oraz brak PIT dla rodziców z co najmniej dwojgiem dzieci. Ponadto Zbigniew Kuźmiuk zadeklarował, że PiS nie poprze podwyżki CIT.
Według Sławomira Mentzena z Konfederacji rozwiązanie proponowane przez premiera, to „kolejna negatywna rewolucja podatkowa dla mnóstwa polskich małych firm”.
- Symboliczne podwyższenie progu podatkowego, ale w zamian potężne uderzenie w polskie małe firmy – napisał poseł.
Zdaniem głównego ekonomisty PKO BP, Piotra Bujaka, proponowany pakiet jest neutralny dla deficytu sektora finansów publicznych i brzmi uspokajająco dla agencji ratingowych, co redukuje prawdopodobieństwo obniżenia ratingu Polski. Ekspert ocenia, że choć zmiany lekko zwiększą obciążenia dużych firm i najbogatszych, to mogą poprawić sytuację osób o niższych dochodach, co pozytywnie wpłynie na popyt konsumpcyjny i wzrost PKB.
Z kolei Łukasz Kozłowski z Federacji Przedsiębiorców Polskich precyzuje, że zmiany na standardowych umowach o pracę odczują jedynie osoby zarabiające powyżej 11 880 zł brutto miesięcznie. Osoba zarabiająca 12 tys. zł brutto zyska miesięcznie zaledwie 21 zł, natomiast zarabiająca 13 tys. zł brutto – 178 zł. Maksymalna miesięczna korzyść – 300 zł, czyli 3,6 tys. zł rocznie – dotyczyć będzie osób z zarobkami powyżej 14 780 zł brutto miesięcznie, a sam efekt będzie kumulował się w okresie od 1 do 3 miesięcy w roku.
Kto skorzysta na zmianach podatkowych?
Zdaniem głównego ekonomisty PKO BP, Piotra Bujaka, proponowany pakiet jest neutralny dla deficytu sektora finansów publicznych i brzmi uspokajająco dla agencji ratingowych, co redukuje prawdopodobieństwo obniżenia ratingu Polski. Ekspert ocenia, że choć zmiany lekko zwiększą obciążenia dużych firm i najbogatszych, to mogą poprawić sytuację osób o niższych dochodach, co pozytywnie wpłynie na popyt konsumpcyjny i wzrost PKB.
Z kolei Łukasz Kozłowski z Federacji Przedsiębiorców Polskich precyzuje, że zmiany na standardowych umowach o pracę odczują jedynie osoby zarabiające powyżej 11 880 zł brutto miesięcznie. Osoba zarabiająca 12 tys. zł brutto zyska miesięcznie zaledwie 21 zł, natomiast zarabiająca 13 tys. zł brutto – 178 zł. Maksymalna miesięczna korzyść – 300 zł, czyli 3,6 tys. zł rocznie – dotyczyć będzie osób z zarobkami powyżej 14 780 zł brutto miesięcznie, a sam efekt będzie kumulował się w okresie od 1 do 3 miesięcy w roku.
źr. wPolsce24 za X.com











