„Wchodzą na poziom trolli”. Europoseł AfD bez ogródek o ruchach polskiego rządu
W polskiej przestrzeni medialnej Alternatywa dla Niemiec bywa często przedstawiana jako ugrupowanie niechętne Polsce. Do tych zarzutów odniósł się bezpośrednio eurodeputowany AfD Tomasz Mariusz Frelich – polityk urodzony w Hamburgu i reprezentujący w przeszłości Polskę w juniorskiej reprezentacji piłki nożnej.
W rozmowie z Ryszardem Czarneckim Frelich podkreślił, że przekaz o rzekomej antypolskości jego ugrupowania nie ma pokrycia w oficjalnym programie i działaniach partii. Jak wskazał, na forum Parlamentu Europejskiego to właśnie AfD opowiadało się za poszanowaniem polskiej suwerenności.
- Znam tą narrację i ta narracja jest fałszywa. W Parlamencie Europejskim zawsze bronilśmyi suwerenności Polski, jak była Polska atakowana przez elity brukselskie – oświadczył Tomasz Mariusz Frelich.
Polityk doprecyzował, że obrona dotyczyła m.in. restrykcyjnej polityki migracyjnej Polski oraz sprzeciwu wobec narzucanego przez UE paktu migracyjnego.
Jedyna niemiecka partia za wypłatą środków z KPO dla Polski
Kolejnym argumentem podniesionym przez europosła AfD była kwestia unijnych funduszy na odbudowę po pandemii. Według Frelicha, AfD wykazała się wówczas postawą jednoznacznie korzystną dla Warszawy.
- Gdy chodziło o spłatę funduszu odbudowy, AfD była jedyną partią, która była za tym, żeby Polsce wypłacić te fundusze. Dlaczego? Bo nie można atakować polskiej suwerenności – zaznaczył eurodeputowany.
Frelich skrytykował przy tym narzucane przez Brukselę mechanizmy oceny praworządności. Jego zdaniem definicja tego pojęcia w instytucjach unijnych została sprowadzona do czysto politycznego instrumentu nacisku.
- Tak naprawdę to w Brukseli zawsze funkcjonowało tak, że praworządność jest wtedy, jak rządy zgadzają się z elitami w Brukseli – zauważył polityk.
Ostra krytyka rządu w Warszawie
Najmocniejsza część wypowiedzi niemieckiego europosła dotyczyła reakcji polskich władz na incydenty w mediach społecznościowych. Frelich wyraził zdumienie faktem, że czołowi polscy politycy – premier Donald Tusk oraz minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski – publicznie komentują wpisy pojedynczych, nieznaczących działaczy czy internetowych trolli.
Polityk zauważył, że tego typu postawa osłabia pozycję polskich elit politycznych na arenie międzynarodowej i odejmuje im powagi.
- Ta polska polityka, te elity polityczne w Polsce, po prostu przez to, że komentują to, wchodzą na poziom jakiś trolli i tego nie powinno być w moich oczach – skwitował eurodeputowany.
źr. wPolsce24






