Nominat Tuska przestrzega: Nazwiesz mężczyznę mężczyzną, zapłacisz drakońskie kary! „Zobaczcie, co on wygaduje”

To nagranie jest hitem internetu. Nominat koalicji rządzącej, obecny Główny Inspektor Pracy Marcin Stanecki nagrał kuriozalny film, w którym przedstawia idiotyczne zmiany w Kodeksie Pracy. Otóż od 24 grudnia przewiduje on możliwość wystąpienia do sądu o odszkodowanie, jeśli ktoś uzna, że treść ogłoszenia o pracę jest dyskryminująca.
"Może cię słono kosztować"
Długowłosy urzędnik, gestykulując i teatralnie zawieszając głos, opowiada o nowych przepisach.
- Od 24 grudnia każde ogłoszenie o naborze do pracy, napisane niezgodnie z przepisami, może cię słono kosztować. Zaczną bowiem obowiązywać regulacje, w myśl których ogłoszenia o naborze na stanowisko pracy muszą być neutralne – mówi Stanecki.
Co to znaczy „neutralne”? Ano – nie wskazujące na płeć osoby, którą ktoś chce zatrudnić. Jeśli więc firma potrzebuje budowlańców, nie może tak napisać w ogłoszeniu, bo będzie dyskryminować budowlanki (bo chyba tak można nazwać panie pracujące na budowach). Jeśli zaś ktoś zatrudnia sekretarkę, obraża panów, chcących wykonywać ten zawód. Musi więc użyć nazwy neutralnej.
Odszkodowanie? Co najmniej 4806 złotych
- Uczulam więc pracodawców aby dobrze się zastanowili nad opublikowaniem ogłoszenia po zmianach dla sekretarki czy pracownika budowlanego. Może się bowiem okazać, że treść takiego ogłoszenia będzie dyskryminująca dla kandydatki czy też kandydata. W takiej sytuacji już tylko krok do pozwu o odszkodowanie za nierówne traktowanie. A takie odszkodowanie w przyszłym roku wyniesie co najmniej 4806 złotych – podkreśla Stanecki.
Dobra rada: używaj nowomowy
Jak więc wybrnąć z tej sytuacji? To proste! Wystarczy trochę nowomowy i jesteśmy bezpieczni.
- Na przykład „zatrudnię osobę do prowadzenia sekretariatu” czy też „zatrudnię osobę do wykonywania robót budowlanych” – tłumaczy Główny Inspektor Pracy. - Moja rada – nie warto ryzykować, skoro w prosty sposób możemy uniknąć pozwu do sądu i wypłaty całkiem niemałej rekompensaty za dyskryminację w ogłoszeniu o pracę – radzi urzędnik o malowniczej fryzurze.
Morawiecki: Co on wygaduje?
Do robiącego ogromne zasięgi w internecie nagrania szefa bądź co bądź państwowej instytucji, odniósł się były premier Mateusz Morawiecki.
- Czy znacie już szefa Państwowej Inspekcji Pracy mianowanego przez Donalda Tuska? Zobaczcie, co on wygaduje – zachęca polityk PiS.
Morawiecki nawiązuje też do kolejnych zmian, mających w teorii ucywilizować rynek pracy.
- Za chwilę ten człowiek i jego podwładni będą decydować o tym, czy jakaś umowa B2B (czyli np. między jednoosobową działalnością a firmą – red.) ma być przekształcona w umowę o pracę. Będą w tym mieli całkowitą dowolność. A jeżeli tak zadecydują, to będą mogli naliczyć odsetki za trzy lata wstecz. Horror. Zatrzymajmy to razem – prosi Mateusz Morawiecki.
źr. wPolsce24











