Berliński dziennik "Der Tagesspiegel" określił Czarnka mianem „prawicowego radykała”. Gazeta sugeruje, że decyzja prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego może być próbą sięgnięcia po wyborców ugrupowań bardziej radykalnych, w tym środowisk związanych z Grzegorzem Braunem czy Konfederacją. Według dziennika w ten sposób PiS ma próbować odbudować poparcie przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi po prawej stronie sceny politycznej.
W podobnym tonie wypowiedziała się niemiecka telewizja publiczna ARD. W materiale poświęconym Czarnkowi pojawiły się zarzuty o... homofobię, wrogość wobec kobiet czy rozpowszechnianie "teorii spiskowych" dotyczących wpływu Niemiec na politykę polskiego rządu kierowanego przez Donalda Tuska.
Pamiętają Czarnkowi sprawę języka niemieckiego
Niemieckie media przypominają także okres, gdy Czarnek był ministrem edukacji. "Der Tagesspiegel" wskazuje w tym kontekście na decyzję o ograniczeniu liczby godzin nauki języka niemieckiego jako języka ojczystego dla mniejszości niemieckiej w Polsce. Gazeta nie przypomina oczywiście, że te działania wynikały z faktu, że prof. Czarnek chciał tak samo potraktować język niemiecki w Polsce, jak język polski jest traktowany w Niemczech.
Publikacje te utrzymane są w zdecydowanie krytycznym tonie wobec polityka PiS i szerzej wobec polskiej prawicy. W wielu przypadkach trudno oprzeć się wrażeniu, że zamiast analizy politycznej dominują etykiety i publicystyczne oceny. Jednocześnie niemieckie media przyznają, że mimo spadków w sondażach Prawo i Sprawiedliwość pozostaje jedną z głównych sił politycznych w Polsce, a Jarosław Kaczyński wciąż wyznacza kierunek działania obozu konserwatywnego. I chyba tego niemieckie media najbardziej się wciąż obawiają.
źr. wPolsce24 za dw.com