Niemiecki sen o „końcu ery Kaczyńskiego”. Dlaczego Berlin znowu się przeliczy?

Lewicowo-liberalni komentatorzy i publicyści, ze szczególnym uwzględnieniem naszych zachodnich sąsiadów, od lat cierpią na tę samą, nawracającą przypadłość. Jest nią obsesyjne wypatrywanie ostatecznego upadku formacji konserwatywnych w Polsce.
Najnowszym dowodem na tę publicystyczną epidemię jest głośna analiza monachijskiego dziennika „Sueddeutsche Zeitung” (SZ), w której autorzy z niemal radosnym ożywieniem rozpisują się o „historycznym tąpnięciu” nad Wisłą i spekulują nad rychłym „końcem ery Kaczyńskiego”.
Niemiecka narracja konstruowana jest wokół tezy, że Prawo i Sprawiedliwość bezpowrotnie traci impet, a wewnętrzne tarcia – potęgowane przez ambicje młodszego pokolenia polityków i rosnącą w siłę Konfederację – mają doprowadzić do nieuchronnego rozłamu. Dla Berlina to scenariusz marzeń: stabilna, choć mało suwerenna gospodarczo Polska pod obecnymi rządami, przy jednoczesnym rozbiciu twardej, patriotycznej opozycji, która przez lata blokowała federalistyczne zapędy Brukseli i Berlina.
Klątwa „końca PiS-u” – krótka pamięć salonów
Zanim jednak niemieccy dyplomaci i ich nadwiślańscy naśladowcy otworzą szampany, warto przypomnieć im elementarną lekcję z historii polskiej polityki ostatnich dwudziestu lat. Wieszczenie „końca PiS-u” to bodaj najgorsza wróżba dla każdego, kto odważy się ją głośno wypowiedzieć.
Polskie salony III RP są pełne "politycznych trupów", które karierę kończyły dokładnie w momencie, gdy zamierzały organizować polityczny pogrzeb Jarosławowi Kaczyńskiemu.
Poczet upadłych proroków – ku przestrodze:
-
Janusz Palikot: Swego czasu taran medialny liberalnego salonu. Miał być nowoczesną alternatywą, która „opiłuje” i ostatecznie pogrzebie konserwatywną Polskę. Gdzie jest dzisiaj? Po jego formacji nie ma śladu, a on sam mierzy się z poważnymi problemami prokuratorskimi i biznesowymi.
-
Ryszard Petru i Nowoczesna: W 2015 i 2016 roku zachodnie media (w tym niemieckie) widziały w nim nowego lidera opozycji, który zmiecie PiS z planszy. „Lider na miarę XXI wieku” skończył jako mem, a jego partia została bezwzględnie wchłonięta przez Platformę Obywatelską.
-
Szymon Hołownia i Trzecia Droga: Projekt, który miał przełamać duopol i odsunąć tradycyjną prawicę w niebyt. Dzisiejsze sondaże brutalnie weryfikują te nadzieje – Trzecia Droga balansuje na granicy progu wyborczego, stając się przystawką rządu Donalda Tuska.
- Mniejszych minionków wieszczących - nawet w książkach - "Koniec PiS-u" wspominać nie będziemy, szkoda zachodu. Wszyscy wiedzą, gdzie są, co robią i jak skończyli.
Dlaczego Berlin znowu popełnia ten sam błąd?
Niemieccy analitycy popełniają kardynalny błąd: oceniają polski elektorat konserwatywny miarą własnego podwórka. Tam chadecja dawno porzuciła chrześcijańskie i suwerennościowe wartości, stając się kolejną mutacją lewicowo-liberalnego mainstreamu.
W Polsce miliony wyborców identyfikują się z wartościami tradycyjnymi, suwerennością państwową i obroną polskiego interesu gospodarczego, niezależnie od chwilowych wahań sondażowych danej partii.
Ewentualne przesunięcia na prawej stronie sceny politycznej, o których pisze „Sueddeutsche Zeitung” – wskazując na wzrosty Konfederacji – nie oznaczają „końca konserwatyzmu”, lecz jego naturalną ewolucję i mobilizację młodego pokolenia. Dla układu sił w Europie Środkowej kluczowy pozostaje fakt, że polska prawica jako całość zachowuje potężny, większościowy potencjał blokujący dla neomarksistowskich eksperymentów płynących z Zachodu.
źr. wPolsce24











