Nakręca się walka ze Strefą Czystego Transportu w Krakowie. Społeczny ruch nieposłusznych obywateli

Jeszcze niedawno profil ten obserwowało około 2,5 tysiąca osób. Dziś to niemal 40 tysięcy użytkowników, a liczba ta wciąż rośnie. Tak gwałtowny przyrost nie jest przypadkiem – to reakcja na prawo, które w odczuciu dużej części mieszkańców zostało wprowadzone bez realnych konsultacji, bez wystarczającego dialogu i bez społecznej akceptacji.
Od sprzeciwu do radykalizacji
Grupa „Blade Runners SCT Kraków” jest niezwykle aktywna. Publikuje relacje z kontroli, komentarze dotyczące funkcjonowania strefy, a także materiały dokumentujące przypadki niszczenia oznakowania SCT przy wjazdach do miasta. Dla jednych to forma obywatelskiego sprzeciwu, dla innych – niepokojący sygnał, że internetowa frustracja zaczyna przeradzać się w realne działania.
Nie bez znaczenia jest sama nazwa grupy. To bezpośrednie nawiązanie do brytyjskich „Blade Runners”, którzy w Londynie zasłynęli z niszczenia infrastruktury stref niskiej emisji. W Krakowie policja oraz Zarząd Dróg Miasta potwierdzają już kolejne przypadki uszkodzonych lub demontowanych znaków informujących o SCT. Sprawy są zgłaszane organom ścigania, a służby zapowiadają reakcję.
Administratorzy profilu deklarują, że nie nawołują do wandalizmu, a ich celem jest jedynie informowanie opinii publicznej. Jednocześnie trudno nie zauważyć, że gros publikowanych treści dotyczy właśnie zniszczeń, awarii i „akcji terenowych”. Pojawiają się także apele o nadsyłanie kolejnych zdjęć i nagrań. Dla części obserwatorów jest to już nie tylko dokumentowanie rzeczywistości, ale jej aktywny napęd.
Gdy prawo traci legitymację społeczną
Formalnie wszystko się zgadza. Strefa Czystego Transportu została wprowadzona uchwałą Rady Miasta Krakowa, wybranej w demokratycznych wyborach. Większość radnych była „za”. Problem polega na tym, że nie zawsze oznacza to społeczną legitymizację.
Skala sprzeciwu pokazuje, że dla tysięcy mieszkańców SCT nie jest „ekologiczną reformą”, lecz symbolem narzuconego z góry ograniczenia, które uderza w codzienne życie. W takich warunkach rodzi się zjawisko dobrze znane socjologom: prawo zaczyna być postrzegane jako obce i niesprawiedliwe, a to prosta droga do jego ignorowania, obchodzenia, a w skrajnych przypadkach – do aktów wandalizmu.
Polityczny koszt dla prezydenta Krakowa
Nie sposób pominąć w tym kontekście konsekwencji wizerunkowych dla prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego z Koalicji Obywatelskiej. SCT stała się dziś jednym z głównych tematów lokalnej debaty i największym kryzysem komunikacyjnym jego prezydentury.
Wizerunkowo jest to szczególnie dotkliwe, bo zamiast rozmowy o jakości powietrza czy długofalowej polityce transportowej, miasto musi mierzyć się z obrazami zniszczonych znaków, policyjnych interwencji i internetowej mobilizacji gniewu.
Lekcja, która dopiero się zaczyna
Jak potoczą się losy „Blade Runners SCT Kraków”? Czy radykalizacja będzie narastać, czy z czasem emocje opadną – tego dziś nie da się jednoznacznie przewidzieć. Jedno jest jednak pewne: Kraków stał się studium przypadku, pokazującym, że nawet słusznie motywowane regulacje, jeśli zostaną źle skonsultowane i źle zakomunikowane, mogą prowadzić do społecznego buntu, anarchii i realnych strat wizerunkowych.
To lekcja nie tylko dla Krakowa, ale dla wszystkich samorządów, które wierzą, że wystarczy podnieść rękę na sesji rady miasta, by społeczeństwo bez oporu zaakceptowało każdą zmianę.
źr. wPolsce24 za FB/Blade Runners SCT Kraków











