Czeka nas najgorsza inwazja w historii? I wcale nie chodzi o armię Putina

Na początku problem wydawał się lokalny. Czytelnicy skarżą się na prawdziwą plagę w swoich domach i ogrodach.
– W tym roku w ogrodzie nie da się nic spokojnie wypić i zjeść – denerwuje mieszkanka Osielska pod Bydgoszczą, cytowana przez portal i.pl. – Wystarczy postawić talerz na stole i już jest pełen mrówek. To przez synchroniczne rojenie w maju.
Zjawisko to zwróciło uwagę specjalistów. Jak ustalił branżowy portal, nie mamy do czynienia z anomalią, lecz z naturalnym procesem, który w tym roku przybrał wyjątkowo intensywną formę.
Czytaj także
„Synchroniczna rójka” i wpływ pogody
– Nazywamy to synchroniczną rójką – wyjaśnił "Gazecie Pomorskiej" prof. Lech Borowiec z Uniwersytetu Wrocławskiego. – Bo gdy wiosna powoli przychodzi i długo się ciągnie, mrówki nie roją się tak gwałtownie, zjawisko to jest niejednoczesne, czyli niesynchroniczne. Natomiast w tym roku nastąpiło synchroniczne rojenie.
Kluczową rolę odegrała pogoda. Mroźna zima, a potem nagłe i intensywne ocieplenie stworzyły idealne warunki do masowego pojawu owadów.
– W tym roku zima była stosunkowo ostra i dodatkowo wiosna przyszła tak gwałtownie. Mieliśmy ostatnio kilka bardzo ciepłych dni, nawet skrajnie ciepłych, bo pod Wrocławiem, gdzie mieszkam, było nawet 27 stopni C, a w mieście pewnie było jeszcze cieplej. To spowodowało, że zimujące mrówki, szczególnie niektóre gatunki, przystępują do rójek – tłumaczy ekspert.

„Nie ma szans na wygranie walki”
Choć wielu próbuje walczyć z plagą, eksperci studzą emocje.
– Mrówki to owady społeczne i mają zdolność do oceny wielkości kolonii. Jeżeli zwalcza się w dużej ilości robotnice, to przepływ informacji w obrębie kolonii mrówek stymuluje królowe do zwiększonej rozrodczości. Więc im bardziej z nimi walczymy, tym bardziej pobudzamy królowe do rozmnażania. A królowe w tej chwili, gdy wejdą w głąb gleby i zbudują gniazda podziemne, będą dla nas niedostępne – dodaje profesor.
To oznacza jedno: problem może się tylko nasilać.
Groźniejszy scenariusz za granicą
Jeszcze poważniej sytuacja wygląda w Niemczech i innych krajach Europy Zachodniej. Tam pojawił się inwazyjny gatunek mrówek pochodzący z rejonu Morza Śródziemnego – Tapinoma magnum.
Kolonie tych owadów osiągają ogromne rozmiary i zaczynają realnie zagrażać infrastrukturze. Mrówki podkopują chodniki, niszczą instalacje, a nawet uszkadzają urządzenia elektryczne. Według doniesień mediów, w jednym z niemieckich miast doprowadziły już do przerw w dostawach prądu i internetu.
Władze reagują coraz poważniej. W Badenii-Wirtembergii uznano je za szkodniki i rozpoczęto specjalny projekt badawczy mający ograniczyć ich rozprzestrzenianie.
– Mrówki te stanowią coraz większe zagrożenie dla budynków i infrastruktury w Badenii-Wirtembergii i innych regionów Niemiec. Projekt Tapinoma łączy wiedzę fachową Państwowych Muzeów Historii Naturalnej w Stuttgarcie i Karlsruhe z nauką obywatelską, aby sprostać temu wyzwaniu – czytamy w oficjalnym komunikacie.
Internet pełen alarmów
Problem szybko przeniósł się także do sieci. Internauci dzielą się doświadczeniami i próbują rozpoznać groźny gatunek.
"Środki owadobójcze na nie nie działają. Zalałem gniazdo wrzątkiem". "Złapałem je w pobliżu mojego ogrodu. Martwię się, że mogą to być Tapinoma magnum. Czy ktoś może potwierdzić?" – piszą użytkownicy.
Niepokój rośnie również w Polsce.
Jak je rozpoznać?
Wbrew nazwie, te mrówki nie są duże. Robotnice mierzą zaledwie od 2,5 do 4,5 mm i mają ciemnobrązowy, niemal czarny kolor. Ich charakterystyczną cechą jest sposób poruszania się – nie tworzą pojedynczych ścieżek, lecz całe „autostrady” złożone z wielu pasów. W sytuacji zagrożenia wydzielają też intensywny, nieprzyjemny zapach przypominający zjełczałe masło.
Problem, który dopiero się zaczyna
Choć w Polsce na razie mamy do czynienia głównie z uciążliwym wysypem owadów, doświadczenia z Zachodu pokazują, że sytuacja może się pogorszyć. Masowe rójki, sprzyjająca pogoda i rozprzestrzeniające się gatunki inwazyjne tworzą mieszankę, która może mieć poważne konsekwencje.
A jak ostrzegają eksperci – z mrówkami nie da się wygrać. Można co najwyżej próbować ograniczyć skutki ich ekspansji.
źr. wPolsce24 za I.pl/Gazeta Pomorska











