Morawiecki ostro o bezczelności mera Lwowa. "Co to ma w ogóle znaczyć?"

Wydarzenia z ostatnich dni wywołały falę oburzenia wśród polskich patriotów. Mer Lwowa, który w przeszłości niejednokrotnie dawał dowody swojej uległości wobec kultu zbrodniarzy z OUN-UPA, posunął się do otwartego ataku na Jarosława Kaczyńskiego. Przypomnijmy, że to właśnie prezes PiS w najtrudniejszym momencie rosyjskiej inwazji – ryzykując własnym życiem – udał się do Kijowa, by pokazać całemu światu, że Polska stoi ramię w ramię z Ukrainą.
Na te prowokacje stanowczo odpowiedział Mateusz Morawiecki. W swoim najnowszym nagraniu były szef rządu przypomniał fundamentalne fakty, o których lwowscy urzędnicy najwyraźniej chcą zapomnieć.
Skandaliczna niewdzięczność lwowskich elit
Co to ma znaczyć? Mer Lwowa straszy procesem sądowym Jarosława Kaczyńskiego, lidera Prawa i Sprawiedliwości, który w najtrudniejszym momencie wojny stał po stronie Ukrainy, a nie po stronie kalkulacji i tchórzostwa? To hańba. To jest skandal” – mówi na nagraniu Morawiecki.
Były premier podkreślił, że politycy tacy jak Andrij Sadowyj powinni bardzo dobrze pamiętać, kto realnie działał w obronie ich kraju, a kto jedynie ograniczał się do słów. Co więcej, Morawiecki wprost wskazał, jaka byłaby alternatywa bez polskiego wsparcia:
Bez polskiej pomocy Lwów mógłby dziś wyglądać zupełnie inaczej”.
Sadowyj gra w orkiestrze Putina?
Wystąpienie Mateusza Morawieckiego uderza w sedno problemu – gloryfikację ukraińskiego nacjonalizmu, która kładzie się cieniem na relacjach między oboma narodami. W czasie, gdy Lwów dotuje odbudowę muzeów poświęconych ludziom odpowiedzialnym za bestialskie mordy na Polakach, mer tego miasta uderza w polską pamięć narodową.
Kiedy mer Lwowa sławi morderców z Ukraińskiej Powstańczej Armii, kiedy broni symboli banderyzmu, uderza nie tylko w polską pamięć. Uderza w relacje polsko-ukraińskie i robi dokładnie to, co jest na rękę Rosji – zauważa celnie Morawiecki, wskazując, że taka postawa realizuje scenariusz pisany na Kremlu.
Czas pobłażliwości minął. Jedyne wyjście to prawda i przeprosiny
Mateusz Morawiecki przypomniał stronie ukraińskiej, że miała historyczną szansę, aby zachować się godnie, odrzucić kult zbrodniarzy i budować wspólną przyszłość opartą na prawdzie o rzezi wołyńskiej. Jednak ten czas i cierpliwość Polaków właśnie się wyczerpują.
Mówię jasno: nie będzie zgody na kult Bandery. Nie będzie zgody na obrażanie pamięci ofiar Wołynia” – deklaruje twardo były premier.
Przesłanie Morawieckiego kończy się jednoznacznym żądaniem, które powinno stać się fundamentem jakichkolwiek dalszych partnerskich relacji z merem Lwowa:
Mer Lwowa może zrobić jeszcze jedną rzecz: przeprosić i prosić o wybaczenie”.
Czy obecny rząd Donalda Tuska stać na równie twardą i podmiotową reakcję w obronie polskiego honoru i pamięci historycznej? Szczerze wątpimy.
źr wPolsce24











