Władze Lwowa podpisały w Gdańsku umowy na miliony euro z firmami z Litwy, Niemiec, Czech, Szwecji i Francji. Polskich firm nie chciały

Inwestycja warta 40 milionów euro była zrealizowana w 95%. Mimo to Lwów zerwał kontrakt, nie zapłacił należnych pieniędzy i choć przegrał z polską spółką siedem arbitraży międzynarodowych, to po prostu zamknął plac budowy przed polskimi pracownikami.
W maju 2026 roku władze Lwowa nie wpuściły na teren budowy nawet polskiego konsula! Teraz ten sam Sadowy jak gdyby nic się nie stało, przyjechał do Polski opowiadać o odbudowie Ukrainy.
Podpisał sześć umów, żadnej z polską firmą
Co więcej – tuż przed główną konferencją, podczas „Lviv Resilience Day”, Lwów podpisał sześć nowych umów o łącznej wartości ponad 2,5 miliona euro. Partnerzy? Litwa, Szwecja, Czechy, Niemcy i Francja. Z polskimi firmami ani jednej umowy!
To symbol całej obecnej relacji. Polska jest gospodarzem prestiżowej konferencji, organizuje wydarzenie, ponosi koszty, od lat daje Ukrainie ogromne wsparcie militarne, logistyczne i finansowe – a gdy przychodzi do realnych kontraktów i pieniędzy, polskie firmy są pomijane.
To jest skandal!
Mer Sadowy nie omieszkał przy tym chwalić Polski za „ciepłe przyjęcie”, jednocześnie nie załatwiając zaległych zobowiązań wobec polskiego przedsiębiorcy.
Andrij Sadowy nie powinien w ogóle pojawiać się w Polsce, dopóki nie ureguluje spraw z Control Process. Zamiast tego jest witany z honorami na konferencji współorganizowanej przez polski rząd. To naprawdę trudno pojąć!
źr. wPolsce24











