Miało być po 5,19 zł, a minister rządu Tuska pociesza: „Paliwo raczej nie przekroczy 10 zł za litr”! Polacy łapią się za głowy!

Prawdziwym popisem arogancji władzy okazał się wtorkowy występ ministra energii Miłosza Motyki na antenie telewizji w likwidacji. Pytany o galopującą drożyznę na stacjach i ryzyko przebicia psychologicznej granicy 10 zł za litr, minister bez zażenowania stwierdził, że zagrożenia na ten moment nie ma.
Dzisiaj takiej analizy nie ma. I analitycy też tego nie przewidują. To jak się rozwinie kryzys na Bliskim Wschodzie jest niewiadomą, ale w przyszłości najbliższej takiego zagrożenia nie ma. Natomiast ceny paliw w Polsce są wysokie” – ogłosił z rozbrajającą szczerością Motyka.
Wygląda na to, że w realiach „uśmiechniętej Polski” granicą sukcesu gospodarczego stał się brak dwucyfrowej kwoty na pylonach stacji paliw!
Koniec programu CPN. Zrzucanie winy na prezydenta
Podczas gdy kierowcy z przerażeniem patrzą na rosnące rachunki za tankowanie, rząd wygasił program osłonowy „Ceny Paliwa Niżej” (CPN), który w wybranych okresach obniżał stawkę VAT na benzynę i olej napędowy z 23 proc. do 8 proc. oraz zamrażał ceny maksymalne pod groźbą dotkliwych kar dla sprzedawców. Jak tłumaczy się ekipa Tuska? Resort finansów wyliczył, że program kosztował budżet państwa 5,2 mld zł, a dalszych tarcz nie będzie, bo kasa świeci pustkami, a budżet jest „bardzo napięty”. Rządzący natychmiast znaleźli jednak kozła ofiarnego – minister Motyka próbował zrzucić odpowiedzialność na prezydenta Karola Nawrockiego, twierdząc, że program mógłby działać dalej, gdyby prezydent podpisał ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków spółek paliwowych.
Co z rachunkami za gaz? „Będziemy robili wszystko”
Równie „konkretne” zapewnienia padły w kwestii opłat za ogrzewanie i błękitne paliwo. W obliczu napięć międzynarodowych w rejonie cieśniny Ormuz i rosnących cen surowców na rynkach światowych, widmo potężnych podwyżek od 1 stycznia 2027 roku staje się coraz bardziej realne. Zapytany wprost, czy Polaków czeka drastyczny wzrost rachunków, minister energii przyznał, że na razie odpowiedzi dać nie może, bo nie ma jeszcze wniosków taryfowych, ale resort będzie „robił wszystko”, aby podwyżek uniknąć. Biorąc pod uwagę dotychczasową skuteczność deklaracji rządzących, obywatele mają pełne prawo obawiać się najgorszego.
źr. wPolsce24 za TVP info









