Paliwo będzie coraz droższe, a rząd nic z tym nie zrobi. Minister przyznał to wprost

W porannej rozmowie na antenie RMF FM minister Miłosz Motyka stwierdził wprost: powrotu do osłonowych rozwiązań czy tzw. „pakietu CPN” nie będzie, bo „nie ma możliwości budżetowej”. Oficjalnym powodem ma być sytuacja geopolityczna i konflikt na Bliskim Wschodzie, a także rzekome zablokowanie przez prezydenta podatku od nadzwyczajnych zysków spółek energetycznych, który miał sfinansować mechanizmy osłonowe.
Szukanie winnych zamiast cięcia podatków
Tłumaczenia rządu budzą jednak poważne wątpliwości komentatorów i ekonomistów. Zarzuty o blokowanie pomocy przez Pałac Prezydencki służą za wygodny parawan polityczny i są pozbawione większego sensu. Rządzący unikają przy tym odpowiedzi na podstawowe pytanie: dlaczego nie sięgną po instrumenty, które leżą w ich wyłącznej gestii i nie wymagają skomplikowanych podatków sektorowych?
W cenie każdego litra paliwa na stacji niemal połowę stanowią daniny publiczne:
-
Podatek VAT,
-
Akcyza,
-
Opłata paliwowa,
-
Opłata emisyjna.
W sytuacji, gdy ceny surowca na rynkach światowych rosną, wpływy z podatku VAT do budżetu państwa automatycznie idą w górę. Oznacza to, że każda kolejna podwyżka na pylonie stacji paliw oznacza wyższe dochody dla kasy państwowej kosztem portfeli obywateli.
Wystarczy prosta kalkulacja, by to dostrzec, przy cenie benzyny 10 zł - do kasy państwa trafia 2,30 gr VAT, a gdyby benzyna kosztowała 5 zł - wpływy z VAT-u byłyby dwukrotnie niższe - 1,15 gr.
Zamiast obniżyć stawki akcyzy i VAT, czy czasowo zredukować inne podatki nakładane na paliwa – co skutecznie chroniłoby kierowców i przedsiębiorstwa transportowe – koalicja rządząca woli twierdzić, że „w budżecie nie ma pieniędzy”.
Koszty uderzą we wszystkich
Drożyzna na stacjach to nie tylko problem kierowców dojeżdżających codziennie do pracy. Koszty paliwa bezpośrednio przekładają się na ceny transportu, a w konsekwencji – na ceny żywności, usług i podstawowych dóbr na sklepowych półkach.
Brak reakcji ze strony rządu i odkładanie jakichkolwiek decyzji na kolejne miesiące oznacza dalszy wzrost presji inflacyjnej. Obywatele zostają postawieni przed faktem dokonanym: płacą astronomiczne kwoty przy dystrybutorach, podczas gdy państwo inkasuje krociowe zyski z podatków i zrzuca odpowiedzialność na czynniki zewnętrzne.
źr. wPolsce24 za rmf24.pl









