"Jestem na urlopie". Minister nie chce tłumaczyć skandalicznego zachowania MSZ po wypadku pielgrzymów na Węgrzech
Powrót pielgrzymów z Medziugorie zakończył się dramatem, w którym zginęło 12 osób, a kilkadziesiąt odniosło obrażenia. Gdy tylko opadł pierwszy szok, w przestrzeni publicznej wybuchła kolejna awantura. Tym razem o to, jak państwo polskie zaopiekowało się poszkodowanymi i ich bliskimi na obcej ziemi.
Jak na tę krytykę odpowiada wiceszef resortu MSZ? Na antenie wPolsce24 mówi wprost: - Jestem na urlopie, nie będę o tym rozmawiał i... rzuca słuchawką.
„Konsul miał zaraz zejść”. Obietnice bez pokrycia
Jednym z głównych punktów zapalnych stała się sytuacja związana z węgierskimi placówkami medycznymi. Z relacji obecnych na miejscu dziennikarzy wynika, że po oficjalnych briefingach przedstawiciele dyplomacji deklarowali bezpośrednie wyjście do oczekujących rodzin. Krewni ofiar przez wiele godzin nie mogli jednak uzyskać kluczowych informacji o stanie swoich najbliższych, a zapowiadane spotkania twarzą w twarz nie doszły do skutku.
Do problemów na miejscu dołączyły utrudnienia na infoliniach. Rodziny próbujące dowiedzieć się z Polski o losie pielgrzymów natrafiały na sygnał zajętości lub sprzeczne komunikaty. Niektórzy otrzymywali informację, iż ich krewni żyją, a na miejscu niestety okazywało się, że zmarli w wypadku.
W cieniu oficjalnych deklaracji rządu to mieszkający na Węgrzech Polacy i lokalni mieszkańcy jako pierwsi ruszyli z podstawową pomocą materialną, m. in. kupując ubrania, wodę oraz artykuły pierwszej potrzeby dla pacjentów wypisywanych z oddziałów ratunkowych.
Pyskówka w sieci zamiast dialogu
Zamiast deeskalacji napięcia, reakcja rzecznika MSZ jeszcze bardziej podgrzała nastroje. Odpowiedź resortu, w której zarzucono relacjonującym sprawę dziennikarzom manipulację i żerowanie na emocjach, spotkała się z natychmiastowym sprzeciwem opinii publicznej. Świadkowie i dziennikarze opublikowali nagrania, podważając oficjalną narrację ministerstwa o bezbłędnym przebiegu akcji pomocowej.
Podczas gdy pierwsi poszkodowani wrócili już transportem medycznym do kraju, pytania o standardy procedur kryzysowych w polskiej dyplomacji pozostają otwarte. Odpowiedź wiceszefa MSZ tylko dolewa oliwy do ognia.
źr. wPolsce24











