„Niech pan na nic nie liczy”. Zwykli ludzie zostali bez grosza, a działacze KO zgarniają setki tysięcy złotych
Dla mieszkańców Głuchołaz i okolic ubiegłoroczna katastrofalna powódź z 2024 roku wciąż się nie skończyła. Wystarczy zaledwie kilkanaście minut intensywnego deszczu, aby ulice i prywatne posesje ponownie znalazły się pod wodą. Ludzie żyją w ciągłym strachu i nie mogą spać spokojnie, ponieważ – jak sami mówią – nie zrobiono praktycznie nic, by zabezpieczyć ich przed kolejnym kataklizmem.
Urzędnicza bierność i brak komunikacji
Gdy nadchodzi zagrożenie, mieszkańcy czują się pozostawieni sami sobie. Podczas niedawnego zalania Głuchołaz, oficjalne kanały internetowe urzędu gminy nie przekazywały żadnych bieżących informacji. Powód? Urzędnik odpowiedzialny za komunikację przebywał w tym czasie na urlopie. Gmina tłumaczy się dodatkowo brakiem formalnych podstaw do ogłoszenia alarmu przeciwpowodziowego.
W obliczu dramatu bezradni obywatele odbijają się od urzędniczej ściany. Jeden z mieszkańców Głuchołaz relacjonuje, że przez rok bezskutecznie próbował skontaktować się z burmistrzem, otrzymując jedynie kolejne obietnice: „jutro, za miesiąc, za dwa tygodnie”. Po tym, jak rzeka zdewastowała jego posesję i zniszczyła ogrodzenia, w urzędzie powiedziano mu wprost, by na nic nie liczył, bo żadnych pieniędzy z odszkodowania czy rekultywacji nie otrzyma.
Miliony dla kolesi? Kontrowersje wokół dotacji powodziowych
Prawdziwa burza wybuchła jednak w momencie, gdy na jaw wyszły informacje o podziale środków pomocowych. Podczas gdy realne ofiary powodzi walczą o każdą złotówkę, gigantyczne wsparcie finansowe trafia do osób powiązanych z rządzącą Koalicją Obywatelską, których nieruchomości w ogóle nie zostały zalane.
Jolanta Trytkowarczek, asystentka ministra Tomasza Siemoniaka oraz radna Koalicji Obywatelskiej i przewodnicząca rady miejskiej w Nysie, otrzymała ogromną pomoc finansową na swoją firmę kosmetyczną. Lokalne media ujawniły jednak, że jej gabinet podczas powodzi był zamknięty zaledwie przez jeden dzień. Sam minister Siemoniak odcina się od sprawy, twierdząc, że asystenci społeczni nie są jego pracownikami.
Właściciel górskiego pensjonatu „Amelkowa Chata” w Karkonoszach, prowadzonego wspólnie z radną Koalicji Obywatelskiej, także otrzymał sowitą dotację. Budynek fizycznie nie mógł zostać zalany, ponieważ leży na wysokości ponad 1000 metrów nad poziomem morza.
Środki trafiły również do powiązanego z Koalicją Obywatelską małżeństwa, do którego domu woda nawet nie dotarła. Zapytana o to kobieta wprost odpowiedziała, że nie widzi żadnego powodu do wstydu.
Więcej w materiale wideo powyżej artykułu.
źr. wPolsce24











