Już się cieszą na powtórkę w Polsce! „Złodziejka Le Pen nie może już startować w wyborach. Złodziei z PiS powinno spotkać to samo”

Inwektywy, fałszywe informacje i nieznośna egzaltacja – tak można streścić reakcję lewicowo-liberalnej części polskiej sceny publicystycznej na wykluczenie Marine Le Pen z francuskich wyborów prezydenckich. Wszystkie te elementy łączy w sobie komentarz byłego szefa „Faktów” TVN Tomasza Lisa.
- Złodziejka Le Pen nie może już startować w wyborach. Złodziei z PiS powinno spotkać to samo – napisał na X podekscytowany Lis.
Za co naprawdę skazali Le Pen?
Przypomnijmy: sąd skazał Le Pen na cztery lata pozbawienia wolności (dwa w zawieszeniu, dwa w areszcie domowym pod dozorem elektronicznym) i grzywną w wysokości 100 tysięcy euro. Te kary nie wejdą jednak w życie, dopóki polityk nie wyczerpie wszystkich możliwych apelacji od wyroku. Inaczej jest z pozbawieniem Le Pen biernych praw wyborczych. Ta kara zacznie obowiązywać od razu, a nie po odwołaniach. Zadecydowała o tym wcześniej francuska Rada Konstytucyjna, kierowana przez człowieka, który do niedawna był jednym z ważniejszych współpracowników prezydenta Emmanuela Macrona.
Za co skazana została Le Pen? Za sprzeniewierzenie funduszy publicznych, które miało polegać – w uproszczeniu – na tym, że asystenci zatrudniani w latach 2004-2016 przez polityków Frontu Narodowego w Europarlamencie pracowali faktycznie na rzecz partii. Jest to dość powszechna praktyka, kaliber sprawy wydaje się mniejszy, niż np. w przypadku fikcyjnego rozpisywania kilometrówek. Nie ma mowy o żadnej „kradzieży”, wydając wyrok sąd potwierdził, że działania Le Pen i innych osób zamieszanych w sprawę nie były prowadzone w celu osobistego wzbogacenia się.
Komentarze ze świata demokracji
Żaden trzeźwo myślący komentator nie może pominąć politycznego kontekstu wyroku, zupełnie niewspółmiernego do przewinienia. A co mówią ci mniej trzeźwi?
- Autorzy komentarzy na temat Le Pen nie znają uzasadnienia wyroku. Natomiast z góry zakładają, że każdy skrajny populista może łamać prawo i powinien - ich zdaniem - pozostać bezkarny, bo inaczej pojawią się oskarżenia o ograniczanie demokracji. Hulaj dusza, piekła nie ma – w swoim stylu skomentowała Dominika Wielowieyska z Gazety Wyborczej.
- Demokracja polega chyba też na tym, że szanuje się wyroki sądów. Szczególnie jeśli wywołują grymas na twarzy polityków. Tymczasem słyszę, że skazanie polityka za malwersacje środków publicznych to koniec demokracji. Świat jednak stanął na głowie – napisał na X Krzysztof Izdebski, liberalny aktywista i prawnik.
- Zamach na demokrację, bo sąd skazał złodzieja. Ciekawe standardy, nie powiem – to zdanie dziennikarza internetowego Radosława Karbowskiego, dotąd znanego głównie z researchu, a nie z publicystyki.
źr. wPolsce24