Aleksander Kwaśniewski coraz bliżej nawrócenia? "Jestem dość bezradny jako ateista"

Były prezydent opowiadał o nabożeństwie żałobnym za wspólnego znajomego – rajdowca Roberta Muchę. Wszedł do kościoła w ostatniej chwili i stanął obok Millera, a później obaj zostali zaproszeni do pierwszej ławki. Zamiast bagatelizować sprawę, Kwaśniewski wspomniał o „znakach opatrzności” – oczywiście „pół żartem, pół serio”.
Ateista w kościele – tradycja czy szczerość?
Kwaśniewski od lat konsekwentnie deklaruje, że nie jest osobą wierzącą. Szanuje jednak Kościół i jego rolę społeczną w Polsce, co podkreślał wielokrotnie w wywiadach. Tym razem jednak jego wypowiedź brzmi bardziej osobisto – jakby nawet zatwardziały niewierzący z postkomunistycznym rodowodem musiał przyznać, że niektóre wydarzenia wymykają się prostemu wyjaśnieniu.
Dla konserwatywnych obserwatorów to ciekawy moment. Lewicowy establishment, który przez dekady marginalizował wiarę i Kościół, nagle spotyka się w świątyni i żartuje o opatrzności. Czy to tylko anegdota, czy subtelny znak, że nawet najtwardsi sekularyści w obliczu rzeczywistości czasem czują granicę swojego światopoglądu?
Hipokryzja czy ludzka bezradność?
Spotkanie dwóch prominentnych postaci postkomunistycznej lewicy w kościele samo w sobie jest symbolem. Przez lata promowali laickość państwa, a dziś stoją ramię w ramię przed ołtarzem. Kwaśniewski nie udawał nagle nawróconego, ale jego szczerość („jestem dość bezradny”) wyróżnia się na tle typowego dla lewicy cynizmu wobec religii.
W Polsce, gdzie wiara pozostaje fundamentem tożsamości narodowej dla milionów obywateli, takie wypowiedzi mają znaczenie. Pokazują, że nawet najwięksi sceptycy czasem stają przed pytaniem, na które ateizm nie daje pełnej odpowiedzi. Czas pokaże, czy to jednorazowa refleksja, czy głębsza zmiana tonu w obozie post-SLD. Na razie Kwaśniewski pokazał twarz bardziej ludzką niż zwykle – twarz człowieka, który nawet nie wierząc, nie potrafi wszystkiego racjonalnie wyjaśnić.
To spotkanie było "opatrznościowe" i znaczące
Leszek Miller publicznie przyznał, że ma duży żal do Aleksandra Kwaśniewskiego i jego żony Jolanty za to, że nie pojawili się na pogrzebie jego syna Leszka juniora, który zmarł tragicznie w sierpniu 2018 roku.
To wydarzenie jest przez Millera wskazywane jako jeden z decydujących momentów, który ostatecznie pogrzebał ich „szorstką przyjaźń” (obok wcześniejszych politycznych konfliktów z czasów rządu Millera i afery Rywina). W ostatnich latach obaj politycy mówią o sobie już tylko jako o znajomych, którzy „w ogóle się nie spotykają”.
źr. wPolsce24 za X- Piotr Witwicki











