„Jeśli to tylko retoryka, to wyjątkowo niebezpieczna”. Leszek Miller ostro krytykuje Donalda Tuska

Przypomnijmy w największym skrócie: polski premier w rozmowie z dziennikarzami „Financial Timesa” wyraził wątpliwości, czy Stany Zjednoczone Ameryki byłyby gotowe w pełni realizować zobowiązania zapisane w traktatach sojuszniczych. Donald Tusk nie ufa bowiem Ameryce.
Wywiad obecnego szefa rządu odbił się szerokim echem w Stanach Zjednoczonych i dotarł do Białego Domu. Słowa Tuska spotkały się z wyraźnym rozczarowaniem ze strony najwyższych władz USA, w tym Donalda Trumpa.
Długi wpis na temat tej rozmowy zamieścił także Leszek Miller, który w latach 2001–2004 sprawował funkcję szefa rządu. Polityk, który swoją karierę zaczynał w PZPR, od dobrych kilku lat zajmuje się analizowaniem i recenzowaniem polskiej sceny politycznej. Nie przeoczył także wywiadu Tuska. Wnioski, jakie z niego wyciągnął nie są dla lidera Koalicji Obywatelskiej optymistyczne.
Miller zwrócił uwagę na fragment, w którym polski premier straszy opinię publiczną wojną z Rosją, która miałaby się zacząć w stosunkowo niedługim czasie.
„Donald Tusk postanowił „wstrząsnąć” opinią publiczną – tym razem wizją rosyjskich czołgów, które już „za miesiące, nie lata” mogą ruszyć na NATO (….) Jeśli to ma być „wstrząs”, to rzeczywiście – tylko pytanie, czy wymierzony w opinię publiczną, czy w samą architekturę odstraszania. Bo jeśli – jak twierdzi Tusk – „to nie są złudzenia, tylko wiedza”, to nie jest materiał na wywiad dla mediów czy konferencji prasowej, tylko na natychmiastowe działania państwa. (…) W takiej sytuacji powinien szybko zebrać się Sejm i ocenić gotowość sił zbrojnych oraz instytucji państwa do odparcia agresji. Prezydent powinien zwołać Radę Bezpieczeństwa Narodowego. Polska powinna wystąpić o pilne konsultacje na forum Rady Północnoatlantyckiej NATO. Jeżeli bowiem zagrożenie jest tak konkretne i bliskie, jak sugeruje premier, to każdy dzień bez reakcji oznacza albo brak konsekwencji, albo brak wiary we własne słowa".
Tymczasem nic się w tej kwestii nie dzieje. Leszek Miller wyciąga stąd jedyny możliwy wniosek, że to tylko słowa. Szkopuł w tym, że niosą one określone konsekwencje, które mogą być niezwykle groźne dla naszego kraju.
„Takie wypowiedzi – niezależnie od intencji – osłabiają spójność i wiarygodność NATO. Odstraszanie działa tylko wtedy, gdy przeciwnik widzi jedność i determinację. Publiczne rozważania o tym, kto kogo obroni, a kto się zawaha, nie budują siły. Budują pokusę testowania granic” – pisze Miller.
„Czym innym jest chłodna analiza, a czym innym polityczne podkręcanie napięcia do poziomu, który zaczyna przypominać kampanijny megafon” – zwraca uwagę, a potem puentuje ostro:
„Jeśli to naprawdę wiedza – trzeba działać. Jeśli to tylko retoryka – to wyjątkowo niebezpieczna. A jeśli jedno i drugie naraz, to mamy do czynienia z najgorszym z możliwych scenariuszy: polityką, która straszy wojną, a jednocześnie rozbraja zaufanie do tych, którzy mieliby nas bronić.”
źr. wPolsce24











