Kolejny „adwokat” Zełeńskiego w obozie Tuska. Skandaliczne słowa Kropiwnickiego

Kropiwnicki dowodził, że pogarszające się relacje z Kijowem to wina polskiego prezydenta, bo ten „boi się pojechać do Kijowa ze względu na spadające rakiety”. To nie jest lapsus. To symptomatyczne odwrócenie ról. Prezydent Karol Nawrocki zareagował zgodnie z polską racją stanu na decyzję Zełenskiego o nadaniu elitarnej ukraińskiej jednostce imienia „Bohaterów UPA”.
Zaproponował rozpatrzenie odebrania Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego – najwyższego polskiego odznaczenia państwowego. Gest był wyraźny: Polska nie będzie udawać, że masowe mordy na Polakach na Wołyniu i Kresach to „inna perspektywa historyczna”. To policzek wymierzony w pamięć dziesiątków tysięcy zamordowanych cywilów, w tym kobiet i dzieci.
Czyją rację stanu reprezentują?
Zamiast poprzeć stanowczą reakcję prezydenta, obóz rządzący szuka winnego we własnym kraju. Według logiki Kropiwnickiego i jemu podobnych „adwokatów” Zełenskiego, Polska powinna milczeć, klęczeć i nie drażnić Kijowa – nawet gdy ten gloryfikuje sprawców ludobójstwa. Prezydent, który ma odwagę postawić granicę, staje się nagle „problemem”.
Tym razem przesadził
To klasyczna strategia Tuskowego obozu: polska stanowczość jest tam równoznaczna z zagrożeniem dla „jedności” i „bezpieczeństwa”. Emocjonalne ataki i personalne wycieczki zastępują merytoryczną obronę interesów narodowych. Zamiast wymagać od Ukrainy szacunku dla polskiej historii i ofiar, wolą obwiniać polskiego prezydenta za to, że nie płaszczy się w Kijowie.
Kropiwnicki zdecydowanie przesadził, widać było, że nawet prowadzący program Andrzej Stankiewicz był zaskoczony retoryką polityka Koalicji Obywatelskiej.
źr. wPolsce24 za X











