Trafił swój na swego. Mundurowy i kierowca pod wpływem narkotyków. Degrengolada policji trwa

W poniedziałek wieczorem, około godziny 21, funkcjonariusz drogówki z Komendy Powiatowej Policji w Wołominie zatrzymał do kontroli samochód. W trakcie interwencji kierowca wykonał ruch, który w polskich realiach wciąż należy do rzadkości: zadzwonił na numer alarmowy 112, informując operatora, że policjant może znajdować się pod wpływem alkoholu lub środków odurzających.
Podejrzenia okazały się… trafne. Ale nie tylko wobec policjanta
Informacja została potraktowana poważnie. Na miejsce skierowano dodatkowe siły, a zarówno funkcjonariusz, jak i kierowca zostali poddani badaniom. Testy na obecność alkoholu wykazały trzeźwość obu mężczyzn. Sprawa nie zakończyła się jednak na alkomacie.
Zarządzono badania toksykologiczne. Pobrano krew. Wynik? Pozytywny w obu przypadkach. Zarówno policjant pełniący służbę, jak i zatrzymany przez niego kierowca znajdowali się pod wpływem narkotyków.
W jednej chwili sytuacja z rutynowej kontroli drogowej przerodziła się w kompromitującą dla państwa sekwencję zdarzeń: funkcjonariusz od narkotyków kontroluje kierowcę będącego pod wpływem narkotyków.
Natychmiastowe decyzje, ale pytania pozostają
O sprawie niezwłocznie poinformowano prokuratora oraz Biuro Spraw Wewnętrznych Policji. Jak ustalił dziennikarz Radia ZET Mariusz Gierszewski, komendant powiatowy w Wołominie już następnego dnia rano wszczął wobec funkcjonariusza postępowanie dyscyplinarne i zawiesił go w wykonywaniu obowiązków służbowych. Materiały trafiły do Prokuratury Rejonowej w Wołominie.
Również kierowca nie uniknie odpowiedzialności. Jak się okazało, nie posiadał uprawnień do prowadzenia pojazdu, co oznacza kolejne zarzuty karne.
Formalnie procedury zadziałały szybko. Tyle że to wcale nie uspokaja.
Policja na narkotykach – problem systemowy?
Najbardziej niepokojące w tej historii nie jest nawet jej absurdalny charakter, lecz fakt, że funkcjonariusz ruchu drogowego pełnił służbę pod wpływem środków odurzających. To nie jest błąd proceduralny ani drobne uchybienie dyscyplinarne. To realne zagrożenie dla życia i zdrowia obywateli.
Policjant drogówki podejmuje decyzje w ułamkach sekund: zatrzymuje pojazdy, kieruje ruchem, reaguje na kolizje i wypadki. Każde zaburzenie percepcji, refleksu czy oceny sytuacji może mieć tragiczne skutki. W tym kontekście pytanie nie brzmi: „jak to możliwe?”, lecz „jak często to się zdarza i kto to kontroluje?”
Trafił swój na swego – ale śmiechu tu niewiele
Ironia losu sprawiła, że to osoba łamiąca prawo jako pierwsza dostrzegła, że coś jest nie tak po drugiej stronie policyjnej legitymacji. „Trafił swój na swego” – chciałoby się powiedzieć. Tyle że w tej historii nie ma zwycięzców.
Jest za to kolejny sygnał degrengolady, kryzysu standardów i pytanie o realną kontrolę wewnętrzną w policji. Jeśli funkcjonariusz na służbie może być pod wpływem narkotyków, to problem nie dotyczy jednego człowieka, lecz całego systemu. I z tego naprawdę nie ma się z czego śmiać. Przykład z Wołomina wpisuje się w fatalną serię kompromitujących, skandalicznych i przestępczych zdarzeń z udziałem policjantów.
źr. wPolsce24 za radiozet.pl











