Konieczyńscy nagle „zmieniają front”. Teraz czują się zaszczuci. Telewizja wPolsce24 odsłania kolejne kulisy powodziowego skandalu!
Ekipa Telewizji wPolsce24 dotarła do Jeżowa Sudeckiego – malowniczej miejscowości na Dolnym Śląsku, w której skupia się wątek bulwersującego procederu rozdawania publicznych pieniędzy. Reporterka Julia Borkowska podjęła próbę porozmawiania z małżeństwem Konieczyńskich. Przebieg tego spotkania oraz reakcja małżeństwa w pełni odsłaniają mechanizm postawy przyjętej przez lokalnych sympatyków Koalicji Obywatelskiej.
Zamiast powagi – ucieczka przed kamery i wykręty
Na nagraniu opublikowanym przez Telewizję wPolsce24 widzimy sytuację niemal groteskową. Mężczyzna, nagrywając dziennikarzy własnym telefonem, usiłuje tworzyć wrażenie, że to on kieruje sytuacją i kontroluje przebieg rozmowy, dopytując, czy stacja ma pozwolenia na loty dronem nad okolicą.
Mimo że dziennikarka wPolsce24 spokojnie tłumaczy, że media przyjechały rzetelnie zbadać sprawę pod kątem ogromnych dotacji i szkód powodziowych, małżeństwo szybko ucina temat i próbuje zasłaniać się procedurami oraz pomocą prawną:
Jestem w kontakcie z prawnikami, bo to zaszło dość daleko. Ja bez uzgodnienia czegokolwiek z prawnikami nie zrobię nic, naprawdę – tłumaczy Anna Konieczyńska, powtarzając, że nie będzie rozmawiać z mediami. Co jest o tyle zaskakujące, że jeszcze niedawno wręcz tryskała optymizmem.
Gdy dziennikarze zwracają uwagę na społeczny wymiar całej sprawy – po drugiej stronie są w końcu zwykli ludzie, poszkodowani przez żywioł, którzy na realną pomoc czekają miesiącami – małżeństwo unika jasnych odpowiedzi, zrzucając odpowiedzialność na organ śledczy i zapewniając, że od wyjaśniania nieprawidłowości są odpowiednie służby oraz CBA.
KONTEKST AFERY: Miliony z KARR dla męża, sąsiada i znajomych
Żeby zrozumieć oburzenie opinii publicznej i nerwową reakcję bohaterów nagrania, warto przypomnieć, jak doszło do ujawnienia tego skandalu.
-
Główny wątek i mechanizm: Karkonoska Agencja Rozwoju Regionalnego (KARR) – spółka zarządzana i nadzorowana przez samorząd województwa dolnośląskiego – zajmowała się rozdzielaniem rządowych pożyczek oraz dotacji na usuwanie skutków niszczycielskiej powodzi. Wiceprezeską tej instytucji była Anna Konieczyńska, aktywna działaczka Koalicji Obywatelskiej.
-
Gdzie trafiły miliony? Jak ujawniły śledztwa dziennikarskie, z funduszu opiewającego na miliony złotych gigantyczne kwoty powędrowały w bezpośrednie sąsiedztwo wiceprezes KARR:
-
Mąż działaczki KO otrzymał pożyczkę powodziową w wysokości 200 tys. zł (na pensjonat, w przypadku którego państwowe służby i zdjęcia satelitarne wykluczają zalanie czy jakiekolwiek poważne zniszczenia, a w dokumentacji zgłaszano pęknięcia tynków czy fug).
-
Sąsiad polityczki KO uzyskał łącznie ponad 3,2 mln zł ze wsparcia powodziowego.
-
Firma połączona z lokalną telewizją zgarnęła ponad 1,1 mln zł z państwowej kasy.
-
-
Brak śladów zalania, reakcja służb: Instytucje kontrolne oraz Państwowa Straż Pożarna nie odnotowały pod wskazanymi adresami żadnych interwencji powodziowych, a Wody Polskie potwierdziły brak zalania nieruchomości przez pobliskie potoki.
W efekcie wybuchu ogromnego skandalu działaczka została zawieszona w prawach członka Koalicji Obywatelskiej oraz odwołana ze stanowiska wiceprezes KARR, a całą dokumentację i procedury przydzielania środków bada obecnie Centralne Biuro Antykorupcyjne (CBA) oraz Ministerstwo Rozwoju i Technologii.
Podwójne standardy i próba przeczekania
Sprawa wokół KARR i polityków KO na Dolnym Śląsku pokazuje bezlitosną praktykę: podczas gdy zwykli mieszkańcy zmagają się ze skutkami kataklizmu i wyczekują każdej złotówki wsparcia, milionowe strumienie gotówki płynęły do osób powiązanych z władzą na podstawie dziwnych wycen i wątpliwych dokumentów.
Dzisiejsza próba unikania pytań przed kamerami stacji wPolsce24 dowodzi jednego – obóz rządzący i jego lokalni przedstawiciele nie mają rzetelnych argumentów, by wytłumaczyć opinii publicznej te rażące nieprawidłowości.
źr. wPolsce24









