Polska dwóch prędkości. Jak unijny system kaucyjny wyklucza małe miejscowości i dobija polski handel

Dwie prędkości rewolucji. Polska prowincja poza systemem
Wprowadzony pod naciskiem unijnych dyrektyw system kaucyjny miał być nowoczesnym krokiem w stronę ekologii. W praktyce, doprowadził do podziału kraju na dwie strefy. W dużych miastach i dyskontach - wyposażonych w zaawansowane recyklomaty - zwrot opakowań i odzyskanie pieniędzy przebiega stosunkowo sprawnie.
Zupełnie inaczej sytuacja wygląda jednak w mniejszych miejscowościach.
Z opublikowanego raportu wynika, że około 20 tysięcy małych, niezależnych placówek handlowych znalazło się całkowicie poza systemem. Przepisy zmuszają je do pobierania kaucji od klientów przy sprzedaży napojów, ale ze względu na brak miejsca i wyśrubowane wymogi formalne sklepy te nie prowadzą zbiórki zużytych opakowań.
Dla mieszkańców mniejszych wsi oznacza to bezpośrednie wykluczenie: płacą wyższą cenę za towary, ale aby odzyskać własne pieniądze, muszą organizować wyprawy do sąsiednich miast lub oddawać butelki sąsiadom, którzy jadą do marketu.
Gigantyczne pieniądze na szali. Gdzie trafia miliard złotych?
Jednym z najbardziej bulwersujących wniosków płynących z raportu jest skala nieodebranych kaucji. Eksperci szacują, że z powodu barier w dostępie do punktów odbioru konsumenci nie odbierają nawet miliarda złotych rocznie.
Co dzieje się z tymi pieniędzmi?
Zamiast wracać do portfeli polskich rodzin, nieodebrana kaucja... zasila konta operatorów systemu. W ten sposób unijne regulacje stworzyły mechanizm, w którym zwykły obywatel płaci ukryty podatek, a korzyści czerpią potężne podmioty zarządzające zbiórką.
Zamiast zrównoważonego rozwoju powstał system, który działaczka Związku Miast Polskich dobitnie określiła mianem „cyrku na kółkach”, gdzie obywatele zmuszeni są zbierać własne opakowania w pośpiechu lub szukać sposobów na odzyskanie tego, co prawnie im się należy.
Zagrożenie dla rodzimego handlu. Drobni kupcy pod ścianą
Dodatkowo, system kaucyjny uderza bezpośrednio w substancję polskiego handlu detalicznego. Małe osiedlowe i wiejskie sklepy stanęły przed tragicznym wyborem:
-
Wejście do systemu – oznacza konieczność ręcznego przyjmowania, sortowania i magazynowania zabrudzonych opakowań na niewielkim zapleczu, narażając sklep na koszty, brak płynności finansowej (czekanie na zwrot wypłaconej kaucji) oraz opłaty manipulacyjne, które nie pokrywają realnych kosztów pracy.
-
Pozostanie poza systemem – drastycznie obniża konkurencyjność. Klient, który oddaje opakowania w dużym markecie, otrzymuje bon i to tam robi codzienne zakupy, omijając lokalny, polski sklepik.
Polska Izba Handlu od dawna alarmuje, że wymóg zakupu automatu zbiórkowego (koszt rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych) to dla małych przedsiębiorców bariera nie do przebycia. Przepisy w obecnym kształcie promują wyłącznie wielkopowierzchniowych graczy, wypychając z rynku mały, rodzimy biznes.
Biurokratyczny dyktat niszczy polską samorządność
Rozwiązania narzucone z góry pokazują głębokie odklejenie projektantów systemu od realiów życia w Polsce powiatowej. Brak publicznie dostępnych danych, chaos organizacyjny oraz brak wsparcia dla gmin sprawiają, że to samorządy i lokalne społeczności muszą brać na siebie ciężar radzenia sobie z nowym prawem.
Sytuacja ta wpisuje się w szerszy, niepokojący trend. Pod hasłami walki o środowisko wprowadza się rozwiązania, które uderzają w najmniej zamożnych, utrudniają życie na prowincji i centralizują handel w rękach korporacji.
Komentarz Redakcji: Potrzebna natychmiastowa weryfikacja przepisów
Raport zaprezentowany przez Związek Miast Polskich powinien być ostatecznym ostrzeżeniem dla ustawodawców. Ekologia nie może opierać się na jawnej niesprawiedliwości, drenowaniu kieszeni obywateli i niszczeniu polskiego handlu.
System kaucyjny wymaga pilnych poprawek. Niezbędne jest wprowadzenie realnego wsparcia finansowego dla małych sklepów, zwolnienie najmniejszych placówek z uciążliwych procedur oraz zagwarantowanie, że nieodebrane kaucje nie będą zasilać prywatnych operatorów, lecz trafiać na bezpośrednie obniżenie opłat za gospodarowanie odpadami dla mieszkańców.
W przeciwnym razie unijny dyktat ostatecznie dobije polską wieś i małe miasta.
źr. wPolsce24 za Związek Miast Polskich








