Dramat w łódzkiej fabryce Gillette. Padły strzały, setki osób ewakuowane, ale wreszcie koniec...

Do zdarzenia doszło około godziny 7 rano. Na teren zakładu przy ul. Nowy Józefów wszedł były pracownik firmy, który – według ustaleń śledczych – oddał dwa lub trzy strzały w kierunku swojego byłego przełożonego. Na szczęście nikt nie został ranny.
Tuż po incydencie ewakuowano około 400 pracowników. Napastnik nie opuścił jednak zakładu – ukrył się na jego terenie, co doprowadziło do wielogodzinnej operacji policyjnej. Jak poinformowała rzeczniczka prasowa Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi, kluczowym celem było bezpieczne zatrzymanie mężczyzny bez narażania życia innych osób. W działaniach uczestniczyli kontrterroryści z Łodzi, Poznania i Warszawy oraz wyspecjalizowani negocjatorzy. To właśnie ich praca okazała się przełomowa.
Dzięki negocjacjom udało się ustalić miejsce, w którym ukrywał się sprawca, a następnie doprowadzić do sytuacji, w której możliwe było jego zatrzymanie. Przy mężczyźnie zabezpieczono broń, jednak jej rodzaju na razie nie ujawniono.
Pracował w fabryce 14 lat
Zatrzymany to 42-letni były pracownik zakładu, który był związany z firmą przez 14 lat – do grudnia 2024 roku. Na teren fabryki miał dostać się, pokonując ogrodzenie. Nie miał pozwolenia na broń i nie był wcześniej karany. Motywy jego działania pozostają niejasne. Śledczy przyznają, że mają już pewne ustalenia, jednak kluczowe będzie przesłuchanie podejrzanego.
W czwartek mężczyzna ma usłyszeć zarzut usiłowania zabójstwa. Prokuratura zapowiada również wniosek o jego tymczasowe aresztowanie. Na miejscu wciąż trwają czynności procesowe i zabezpieczanie materiału dowodowego. Nie wiadomo jeszcze, kiedy zakład wznowi normalną pracę.
Środowe wydarzenia pokazują, jak poważne zagrożenie może stworzyć pojedyncza osoba – i jak kluczową rolę w takich sytuacjach odgrywają policyjni negocjatorzy oraz dobrze skoordynowane działania służb.
źr. wPolsce24 za PAP











