Zabawa w filharmonii dla elit. Mieszkańcy płacili cztery razy więcej niż samorządowcy

- Nowy rok rozpoczniemy w towarzystwie dźwięków, które od ponad stu lat zachwycają słuchaczy na całym świecie – zapowiadała Filharmonia w Szczecinie. Koncert odbył się w ikonicznym gmachu nagrodzonym w 2015 roku Nagrodą im. Miesa van der Rohe za najatrakcyjniejszy budynek w Europie. Na scenie zabrzmiały największe utwory Johanna Straussa (syna), a wieczór poprowadził Artur Andrus.
Atmosfera święta szybko ustąpiła jednak miejsca politycznej awanturze. Wszystko za sprawą cen biletów. By wsłuchać się w wyjątkowe utwory muzyczne mieszkańcy musieli zapłacić znacznie więcej niż lokalni samorządowcy.
Mieszkańcy kontra radni
Do otwartej sprzedaży bilety trafiły w cenach od 120 zł (ulgowe lub grupowe) do 150 zł. Tymczasem lokalni radni otrzymali wejściówki po znacznie niższej cenie – 35 zł.
Jeden z nich, Piotr Kęsik z prezydenckiego klubu „OK Polska”, opublikował w mediach społecznościowych zdjęcie dwóch biletów oznaczonych jako „bilet specjalny”.
- Przekażę komuś, kto wykorzysta. Proszę pisać prywatnie – napisał tuż przed koncertem. To właśnie ta publikacja uruchomiła lawinę komentarzy.
„Elitarny obciach samorządowy”
Aktywista Arkadiusz Lisiński publicznie porównał ceny biletów dla mieszkańców i polityków. Sprawę nazwał „elitarnym obciachem samorządowym 2050”, nawiązując do środowiska politycznego radnego oraz wizji rozwoju miasta promowanej przez prezydenta Szczecina.
Lisiński zwrócił się także do władz filharmonii z pytaniem o przyczyny tak dużej różnicy w cenach, podkreślając, że jako „zatroskany szczeciński podatnik” współfinansuje działalność instytucji.
Pytania o pieniądze i kryteria
Sprawą zainteresował się również polityk Konfederacji Rafał Kubowicz. W mediach społecznościowych opublikował pismo skierowane do prezydenta Szczecina Piotra Krzystka. Domaga się informacji, komu dokładnie przekazano bilety oraz według jakich kryteriów przyznawano preferencyjne wejściówki. Polityk żąda również informacji z jakiego paragrafu budżetowego pokryto różnicę między ceną rynkową biletu a ceną zakupu przez miasto.
Chodzi o umowę, w ramach której Urząd Miasta kupił od podległej sobie filharmonii 900 biletów na dwa koncerty – 10 i 11 stycznia – za ponad 30 tys. złotych, a następnie je rozdysponował.
Filharmonia: to decyzja miasta
Rzeczniczka Filharmonii w Szczecinie Katarzyna Plater-Zyberk podkreśla, że instytucja nie decyduje o liście gości.
– Zwyczajowo Prezydent Miasta zaprasza na „Koncert Prezydencki" swoich gości, przedstawicieli instytucji, środowisk kultury, partnerów miasta oraz osoby zaangażowane w życie społeczne Szczecina – wyjaśnia, dodając, że miasto rozdysponowuje bilety we własnym zakresie.
Jak dodaje, zbiorczy zakup biletów ma dla filharmonii konkretne zalety. Gwarantuje frekwencję, ułatwia planowanie budżetu wydarzenia i stabilizuje jego wynik ekonomiczny. Odpadają także koszty prowizji systemów biletowych i działań marketingowych.
Prezydent mówi o podziękowaniach
Prezydent Szczecina Piotr Krzystek w Radiu Szczecin tłumaczył, że rozdawanie biletów to „forma podziękowania za wspólne działanie”.
– To są sponsorzy imprez miejskich, przedstawiciele różnych instytucji, a także radni i przedstawiciele służb. Po prostu działamy ze sobą – mówił.
Radna: cena na bilecie nie ma znaczenia
Radna Wiktoria Rogaczewska, przewodnicząca Komisji ds. Kultury w Radzie Miasta, przekonuje w rozmowie z Interią, że ceny wpisane na biletach nie powinny budzić emocji.
– Miasto zapłaciło podmiotowi, którego jest właścicielem, za wejściówki dla zaproszonych gości. Kwota wpisania na zaproszeniu nie gra więc żadnej roli. To nie są pieniądze wydane poza sektor publiczny – argumentuje. Jej zdaniem trudno oczekiwać, by miasto nie zarezerwowało części miejsc na jedyny taki koncert w roku. W rozmowie z Interią podkreśla, że „ceny biletów w kontekście 'Koncertu Prezydenckiego' nie mają większego znaczenia".
źr. wPolsce24 za Interia











