Kompromitacja prokuratury Żurka ws. Zondacrypto. Prokurator zrezygnował po jednym dniu, a dowody mogły zostać zniszczone

Przypomnijmy, od początku kwietnia, po tekstach śledczych money.pl i Wirtualnej Polski, media alarmują, że giełda Zondacrypto nie wypłaca klientom pieniędzy. Dziennikarze opisali spadek rezerw bitcoinów giełdy o 99 proc. Wskazywali jednocześnie, iż użytkownicy stracili dostępy do swoich środków.
Do sprawy odniósł się wówczas prezes Zondacrypto Przemysław Kral i oświadczył, że kierowana przez niego spółka jest stabilnym i bezpiecznym podmiotem. Zarzucił dziennikarzom błędy w analizach. Po późniejszych publikacjach, w jednym z komentarzy publikowanych w mediach społecznościowych Kral przyznał, że nie ma dostępu do 4500 bitcoinów wartych ponad miliard zł. Szef Zondacrypto milczy od 16 kwietnia, a według spekulacji medialnych ma aktualnie przebywać w Izraelu (ma paszport tego państwa).
Jak w tym czasie wyglądała reakcja instytucji państwowych?
Donald Tusk mówił o "złowrogich korzeniach" afery i próbował powiązać sprawę z PiS-em. Podobnie minister finansów Andrzej Domański, który jednocześnie opisywał wielką skalę afery. W sprawie wypowiadał się także minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, który informował o śledztwie Prokuratury Regionalnej w Katowicach ws. oszustwa i prania pieniędzy. Jednocześnie apelowano do pokrzywdzonych o zgłaszanie się do prokuratury.
Wiele wskazuje jednak na to, że gdy politycy i ich podwładni próbowali uczynić ze sprawy polityczny oręż w ich codziennej walce, środki osób poszkodowanych przepadły, a dowody potencjalnych przestępstw zostały zniszczone. Główny podejrzany zdążył się schować w miejscu, z którego państwo polskie nie będzie go w stanie wyciągnąć.
Zamęt w prokuraturze
Gdy politycy Koalicji Obywatelskiej skupiali się na tym, żeby uczynić ze sprawy temat polityczny, w prokuraturze panował ogromny chaos i decyzyjny bezład. Zaczęło się od rezygnacji prowadzącego śledztwo (po jednym dniu), a następstwa późniejszego braku decyzji spowodowały m. in. zwłokę w zabezpieczeniu dowodów.
Powody takie stanu rzeczy media opisują dość jednoznacznie:
- Od lutego funkcję naczelnika śląskiego wydziału ds. przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej (PK) pełni prokurator Marek Wełna. Wcześniej w centrali PK dał się zapamiętać z nadzoru sprawowanego nad postępowaniem w sprawie Polnordu i umorzeniem zarzutów karnych wobec Romana Giertycha w tej sprawie - czytamy na money.pl.
Wcześniej "Rzeczpospolita" informowała natomiast, iż Wełna swoją pracę rozpoczął od odwołania sześciu prokuratorów, prowadzących ważne śledztwa.
- Chodziło m.in. o sprawy polityków KO i Lewicy, ale też o śledztwo ws. nadużyć w Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych - przypomina money.pl.
Do tego, jak ujawnił opisujący tę sprawę dziennikarz śledczy Szymon Jadczak, jeden z prokuratorów wskazanych do tego śledztwa wyłączył się ze sprawy ze względu na konflikt interesów (przy innych śledztwach współpracował z pracownikami ww. giełdy).
Wówczas w trybie awaryjnym zaczęło się ściąganie innego prokuratora, który akurat... zaczął wakacje. W efekcie sprawa Zondacrypto została praktycznie bez prowadzącego. Według relacji red. Jadczaka, we wtorek (21 kwietnia br.) od rana w Prokuraturze Regionalnej trwała narada, co dalej robić. Jednocześnie, policjanci z CBZC czekali na wytyczne i dokumenty, które pozwoliłyby im działać.
Kluczowe dowody
To, co budzi największy niepokój, to właśnie los potencjalnych dowodów:
- Wszyscy je wyresetowali do ustawień fabrycznych, a dziś już dostaliśmy informację, że będą one zbierane przez prokuratora. Tylko nie ma tam na nich żadnych danych już - miała stwierdzić jedna z byłych menedżerek Zondy, którą cytuje money.pl.
Szymon Jadczak, dziennikarz Wirtualnej Polski i money.pl, który jako pierwszy nagłośnił sprawę, nie ukrywa goryczy wobec tempa działań prokuratury:
- (...) Dziennikarze Wirtualnej Polski od piątku alarmowali, że w sprawie Zondy niszczone są dowody. I co? I NIC. Całe zamieszanie wzięło się stąd, że na Śląsku swoje porządki zaczął robić Marek Wełna, ten sam, który nadzorował skandaliczne umorzenie zarzutów Romana Giertycha. Na dziś w sprawie mamy chaos. A do WP spływają informacje od pracowników Zondy, którym nikt niczego nie zabezpieczył.
Miliard złotych w rękach zaginionego biznesmena?
Od początku kwietnia media alarmowały, że giełda Zondacrypto nie wypłaca klientom pieniędzy. Jej prezes Przemysław Kral po ujawnieniu problemów oświadczył, że nie ma dostępu do 4,5 tysiąca bitcoinów, wartych ponad miliard złotych.
Klucze do portfela 4,5 tys. bitcoinów ma mieć zaginiony Sylwester Suszek, założyciel giełdy BitBay, poprzedniczki Zondacrypto. Przypomnijmy: Suszek, określany mianem "króla kryptowalut", zaginął w marcu 2022 r.
Kilka dni po wszczęciu aktualnego śledztwa wszyscy członkowie rady nadzorczej właściciela Zondacrypto złożyli rezygnację z pełnionych stanowisk, informując:
- Sytuacja stała się znana Radzie Nadzorczej wyłącznie za pośrednictwem źródeł publicznych dopiero po tym, jak zaczęła eskalować w polskich mediach, a nie poprzez terminową komunikację wewnętrzną.
Minister: "To jednoznacznie afera"
Śledczy i politycy mieli świadomość skali problemów, a minister finansów Andrzej Domański precyzyjnie ocenił, że sytuacja wokół Zondacrypto "to jest jednoznacznie afera".
- Gdyby ta afera dotyczyła banku, mówilibyśmy o największym skandalu finansowym dekady. Gdyby to dotyczyło funduszy inwestycyjnych, mówilibyśmy o wielkim przekręcie - mówił.
Jednocześnie w prokuraturze dochodziło do szeregu - opisanych wyżej - niezrozumiałych decyzji dotyczących tej sprawy.
- (...) Przy czym warto dodać, że akurat katowicka prokuratura ma szansę na hat-tricka. Już dwa razy umarzała postępowania w sprawie Zondy - komentował na portalu X Krzysztof Stanowski.
W innym wątku założyciel Kanału Zero ujawnił kulisy swoich kontaktów z giełdą:
- Jakieś 1,5 roku temu była propozycja, żebym był twarzą/ambasadorem tej marki, duża kasa leżała na stole, ale na szczęście dość szybko okazało się, że wchodzi to w kolizję z innym kontraktem i że nie mogę tego wziąć. Spadło więc od razu - napisał na platformie X.
Opisał też, iż jego analityk finansowy przestrzegał go przed kontaktem z ww. firmą, sugerując możliwe problemy w przyszłości. Dlaczego tej wiedzy nie mieli ludzie Żurka? Dlaczego nawet wówczas, kiedy media dały im dowody na tacy nie zrobili nic, żeby przynajmniej zabezpieczyć dowody w tej sprawie? Na te pytania odpowiedzi zna tylko minister Żurek i jego podwładni.
źr. wPolsce24 za money.pl, Rzeczpospolita, X











