Kolejny szpital sprawdza dyżury Kacprzyka. Jego doba miała chyba ze 40 godzin

Jak ustaliło Radio Zet, szpital zamierza dokładnie przeanalizować dokumentację dotyczącą dyżurów lekarza. Z zapisów wynika, że w ubiegłym roku miał on przepracować w tej placówce 732 godziny. Teraz sprawdzane będzie, czy wszystkie te godziny faktycznie odpowiadają jego realnej obecności w pracy.
Wcześniejsze kontrowersje
Najwięcej emocji wzbudziły jednak dane ze Szpitala Południowego, gdzie Kacprzyk był zatrudniony jako koordynator SOR-u. Według ujawnionych informacji w 2025 roku miał przepracować tam blisko 4 tysiące godzin.
Takie wyliczenia oznaczałyby średnio niemal 11 godzin pracy dziennie – bez dni wolnych przez cały rok. Po nagłośnieniu sprawy szpital rozwiązał z nim umowy, a sam lekarz zrezygnował z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej, gdzie pełnił funkcję radnego w dzielnicy Ursus.
Sprawa trafiła także do Naczelnej Izby Lekarskiej, która złożyła zawiadomienie do rzecznika odpowiedzialności zawodowej. Dotyczy ono podejrzenia opuszczenia dyżuru, co może skutkować poważnymi konsekwencjami – również karnymi.
Afera o szerszym zasięgu
Kontrowersje wybuchły po publikacji portalu zero.pl. Według ustaleń dziennikarzy lekarz miał w trakcie specjalizacji zarobić około 1,6 mln zł. Pojawiły się także zarzuty dotyczące funkcjonowania oddziału – według doniesień politycy mieli być przyjmowani poza kolejnością, a badania wykonywane były dla nich w ekspresowym tempie.
Sprawa ma już charakter wielowątkowy. Szpital Południowy przechodzi zmiany kadrowe – odwołano radę nadzorczą i powołano nową. Działania zapowiedziały również kolejne instytucje: prokuratura, Narodowy Fundusz Zdrowia oraz Państwowa Inspekcja Pracy.
Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zapowiedział zmiany w zarządzaniu miejskimi spółkami medycznymi, podkreślając, że nie będzie w nich miejsca dla polityków. Jednocześnie prokurator generalny zapowiedział sprawdzenie, czy władze miasta miały wiedzę o nieprawidłowościach.
Sprawa w toku
Na tym etapie wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi. Kluczowe będzie ustalenie, czy deklarowany czas pracy odpowiadał rzeczywistości oraz czy doszło do naruszenia przepisów. Kontrole dopiero się rozpoczynają, a ich wyniki mogą mieć poważne konsekwencje – nie tylko dla samego lekarza, ale i dla funkcjonowania systemu ochrony zdrowia w stolicy, a może i w całej Polsce.
źr. wPolsce24 za money.pl











