Koniec ze smartfonami w szkołach? Szafki, koszyczki i bezpieczne woreczki

Kończą się prace nad nowelizacją prawa oświatowego, która ma wprowadzić zakaz używania telefonów komórkowych w szkołach podstawowych. Zgodnie z zapowiedziami resortu edukacji nowe przepisy zaczną obowiązywać od początku nowego roku szkolnego i obejmą zarówno lekcje, jak i przerwy międzylekcyjne. Telefony będzie można przynieść do szkoły, ale korzystanie z nich ma zostać istotnie ograniczone do najpilniejszych potrzeb.
Ministerstwo argumentuje, że problem jest poważny – dzieci coraz częściej nie potrafią funkcjonować bez dostępu do sieci, a szkoła przegrywa walkę o ich uwagę. Nowacka dopuszcza wyjątki od zakazu, m.in. gdy telefon jest wykorzystywany w procesie dydaktycznym za zgodą nauczyciela lub gdy przemawiają za tym względy zdrowotne. Kluczowe zastrzeżenie brzmi jednak: wyjątek nie może stać się regułą.
Nowacka nie ukrywa, że decyzja zapadła szybciej, niż pierwotnie planowano. Jak podkreśliła, impuls do przyspieszenia prac pojawił się po rozmowie z premierem Donaldem Tuskiem. Taki tryb działania rodzi jednak pytania o to, czy zmiana została wystarczająco skonsultowana z najbardziej zainteresowanymi stronami w tej sprawie: nauczycielami, rodzicami czy samymi uczniami. .
Jednocześnie MEN nie zamierza narzucać szkołom konkretnego modelu egzekwowania zakazu. Szafki, koszyki czy tzw. bezpieczne woreczki - każda placówka ma swobodę w zdecydowaniu, jaki sposób przechowywania smartfonów zostanie uznany za odpowiedni. I tu pojawia się pierwsza rysa na spójnym obrazie reformy. Brak jednolitych wytycznych może oznaczać chaos organizacyjny i konflikty, które w ostateczności będą musieli rozwiązywać dyrektorzy i nauczyciele. To z kolei może prowadzić do poważnych konfliktów pomiędzy władzami szkoły, a samymi uczniami czy ich rodzicami.
Nowacka przekonuje, że wpisanie zakazu do ustawy wzmocni pozycję pedagogów, bo da im twardą podstawę prawną w rozmowach z uczniami. To argument racjonalny, ale niepełny. Prawo nie zastąpi bowiem konsekwentnej polityki wychowawczej ani wsparcia szkół w radzeniu sobie z cyfrowymi nawykami młodych ludzi. Bez tego zakaz może okazać się jedynie symbolicznym gestem – efektownym medialnie, lecz ograniczonym w realnym działaniu.
źr. wPolsce24 za Polsat News











