Prezydent Poznania się doigrał! Jacek Jaśkowiak obrzucony ciastem na sesji Rady Miasta. Mieszkańcy mają dość?
Polityka oderwania od rzeczywistości, ignorowanie głosu zwykłych ludzi i ideologiczne zacietrzewienie w końcu przyniosły spodziewany owoc – i to dosłownie. Podczas wtorkowej sesji Rady Miasta Poznania doszło do incydentu, który z pewnością przejdzie do historii poznańskiego samorządu. Jacek Jaśkowiak, urzędujący prezydent z nadania Platformy Obywatelskiej, został publicznie obrzucony ciastem przez jednego z mieszkańców.
Do tych skandalicznych, ale dla wielu niezwykle symbolicznych scen doszło w kluczowym momencie obrad. Poznańscy radni zebrali się, aby podsumować dotychczasowe rządy Jaśkowiaka i poddać pod głosowanie sprawozdanie finansowe, absolutorium oraz wotum zaufania dla prezydenta. Włodarz miasta, znany ze swojego mentorskiemu tonu i promowania lewicowych nowinek kosztem realnych problemów Poznaniaków, najwyraźniej nie spodziewał się, że surowa ocena jego działalności nadejdzie bezpośrednio z sali.
W pewnym momencie jeden z obecnych na sesji mieszkańców przerwał urzędniczą sielankę. Zdecydowanym ruchem cisnął w stronę Jaśkowiaka ciastem, trafiając prosto w cel. Na sali zapanowała konsternacja, a obrady na chwilę przerwano.
Atak na prezydenta
Choć sama forma protestu budzi emocje, trudno nie odnieść wrażenia, że prezydent Poznania po prostu ciężko na taki „wyraz sympatii” pracował przez lata. Od dłuższego czasu stolica Wielkopolski pod jego rządami przypomina permanentny plac budowy, gdzie chaotyczne remonty i gigantyczne korki spędzają sen z powiek kierowcom, a przedsiębiorcy z centrum miasta bankrutują jeden po drugim. Zamiast skupić się na sprawnej komunikacji, łataniu dziur w drogach i realnej pomocy mieszkańcom, Jaśkowiak wolał brylować na ideologicznych manifestacjach, toczyć wojny z kierowcami i promować radykalną agendę.
„Słodki protest” na sesji Rady Miasta to czytelny sygnał, że cierpliwość Poznaniaków się wyczerpała. Próby uciszania opozycji i chowanie się za plecami partyjnych radnych PO na niewiele się zdały – frustracja społeczna przebiła się przez mury magistratu.
Czy po tym incydencie Jacek Jaśkowiak w końcu zrozumie, że zarządzanie milionowym miastem to nie prywatny folwark do realizowania lewicowych utopii? Sądząc po jego dotychczasowej butnej postawie, można w to wątpić. Jednak jedno jest pewne: poznańskie elity władzy dostały dziś jasne ostrzeżenie, że z mieszkańców nie da się kpić bez końca. Dzisiaj skończyło się na cieście – ale prawdziwa weryfikacja nastąpi przy urnach wyborczych.
źr. wPolsce24 za x.com/JanMolski











