Wprowadzą euro za uczestnictwo w E6? Taki ma być cel przystąpienia Polski do niemieckiej inicjatywy

Koncepcję E6 zaprezentował w ostatnich tygodniach wicekanclerz Niemiec i minister gospodarki Lars Klingbeil. Grupa sześciu największych gospodarek Unii Europejskiej – Niemiec, Francji, Włoch, Hiszpanii, Holandii oraz Polski – miałaby działać szybciej i sprawniej niż pełne grono 27 państw członkowskich. Według Klingbeila to sposób na przełamanie impasu decyzyjnego i przyspieszenie integracji.
W praktyce projekt ten jest postrzegany jako powrót do idei Europy dwóch prędkości. Wśród priorytetów E6 wymienia się m.in. pogłębienie unii rynków kapitałowych, wzmocnienie roli euro, koordynację wydatków obronnych oraz zabezpieczenie dostaw surowców strategicznych. Coraz częściej pojawia się też wątek ograniczania zależności Europy od Stanów Zjednoczonych.
Krytycznie do tej propozycji odniósł się Marcin Romanowski, były wiceminister sprawiedliwości. W komentarzu dla portalu brusselssignal.eu ocenił, że E6 oznacza faktyczną, pozatraktatową zmianę sposobu podejmowania decyzji w Unii Europejskiej, prowadzącą do dalszej centralizacji władzy w rękach Berlina i Paryża. W jego opinii wciągnięcie Polski do „rdzenia integracji” osłabiłoby jej rolę w regionie. Wówczas Warszawa, zamiast pełnić funkcję lidera Europy Środkowej i pomostu między Wschodem a Zachodem, zostałaby sprowadzona do roli jednego z wielu wykonawców decyzji zapadających w Brukseli. Szczególnie niepokojąca ma być presja na przyjęcie euro oraz ograniczanie suwerenności w kluczowych obszarach polityki.
Były wiceminister zwraca również uwagę na konsekwencje geopolityczne. Według niego E6 może prowadzić do osłabienia relacji transatlantyckich i stopniowego dystansowania się Polski od USA. W dłuższej perspektywie oznaczałoby to mniejsze możliwości budowania szerokich koalicji regionalnych, m.in. z państwami bałtyckimi czy Europy Środkowo-Wschodniej.
Krytycy inicjatywy podkreślają, że udział w E6 mógłby też zmusić Polskę do podejmowania decyzji gospodarczych korzystnych głównie dla największych graczy UE. W tym kontekście obawy budzi m.in. utrata elastyczności w polityce ekonomicznej oraz podporządkowanie krajowych priorytetów interesom niemieckim. Jak przekonuje Romanowski, bilans takiego uczestnictwa dla Warszawy byłby co najmniej wątpliwy.
źr. wPolsce24 za niezalezna.pl











