Ten raport miał promować Polskę, wywołał potężny skandal. Do ministerstwa właśnie weszła prokuratura

W warszawskiej siedzibie Ministerstwa Sportu i Turystyki pojawili się funkcjonariusze policji oraz przedstawiciele prokuratury. Celem wizyty było wykonanie postanowienia prokuratora o zabezpieczeniu materiału dowodowego.
Potwierdzam, że przeprowadzono czynności procesowe w budynku Ministerstwa Sportu i Turystyki w celu zabezpieczenia, na mocy postanowienia prokuratora, dodatkowych dowodów" – przekazał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, prok. Piotr Antoni Skiba.
Odniósł się on również bezpośrednio do pojawiających się w przestrzeni medialnej informacji:
Dementuję doniesienia, aby doszło do przeszukań gabinetów kierownictwa resortu" - dodaje Skiba.
Chodzi o 180 tysięcy złotych dotacji
Do sprawy odniosło się także samo ministerstwo, wyjaśniając powód wizyty organów ścigania. Z oficjalnego komunikatu wynika, że prokuratura wystąpiła o wydanie akt związanych z realizacją zadania publicznego w ramach „Programu Wsparcia Turystyki 2025 – Marka Polska”.
Pracownicy ministerstwa współpracują z obecnymi na miejscu przedstawicielami prokuratury oraz policji i wydają wymaganą dokumentację” – poinformował resort sportu.
Działania w Warszawie to kontynuacja akcji rozpoczętej dzień wcześniej. W czwartek funkcjonariusze prowadzili przeszukania na terenie Dolnego Śląska, m.in. w nieruchomości należącej do Barbary Mróz-Gorgoń. Postępowanie obejmuje dwa kluczowe czyny:
- wyłudzenie dotacji w wysokości niemal 180 tys. zł z budżetu Ministerstwa Sportu i Turystyki,
- przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków w związku z rozliczeniem tych środków.
Fala krytyki i dymisja w cieniu sztucznej inteligencji
Śledztwo ma bezpośredni związek z zamieszaniem wokół raportu „Polaków portret własny” z 2025 roku. Jego autorką była Barbara Mróz-Gorgoń, ówczesna pełnomocniczka rządu ds. promocji marki Polski. Po upublicznieniu dokumentu w sieci wybuchła burza – eksperci, w tym specjalista ds. prywatności i bezpieczeństwa informacji Łukasz Olejnik oraz Sebastian Meitz z Instytutu Sobieskiego, zarzucili autorce rażące błędy merytoryczne oraz masowe wykorzystanie sztucznej inteligencji (AI) do wygenerowania treści.
Mróz-Gorgoń broniła się, tłumacząc, że publikacja stanowiła jedynie materiał roboczy think tanku i nie powinna trafić do internetu. Podkreślała również, że raport nie wchodził w zakres formalnej umowy czy zamówienia publicznego, co potwierdzało też samo MSiT. Mimo tych wyjaśnień wybuch skandalu doprowadził do dymisji autorki z rządowej funkcji, a sprawą wydatkowania państwowych funduszy zajęła się prokuratura.
źr. wPolsce24 za PAP









