„Doimy, nie gadamy”. Ujawniono kulisy projektu „Strategia Marka Polska”. Gigantyczne pieniądze dla skompromitowanego projektu

Pół miliarda na biurokrację, Metaverse i cyfrowe tokeny
Dokument „Strategia Marka Polska” przygotowany przez dr hab. Barbarę Mróz-Gorgoń we współpracy z Fundacją Marka Polska Think Tank oraz Stowarzyszeniem Konferencje i Kongresy w Polsce w ramach dotacji z Ministerstwa Sportu i Turystyki zakładał wdrożenie w latach 2026–2028 działań o szacunkowym budżecie operacyjnym sięgającym od 520 do nawet 670 milionów złotych. W realiach potężnej dziury budżetowej i zaciskania pasa przez obywateli kwota ta szokuje, lecz jeszcze większe zdumienie budzi katalog planowanych wydatków.
Autorzy koncepcji zaproponowali m.in. wejście państwowej promocji w obszar technologii Web3 i Metaverse. Z publicznych pieniędzy zamierzano finansować wydarzenia w wirtualnych przestrzeniach, w tym briefingi prasowe i premiery raportów dla rynków zamorskich. Rządowa marka miała zaistnieć także na rynku cyfrowych aktywów poprzez projekt „Polska kolekcja cyfrowa” (Digital Poland Collectibles), czyli państwowe tokeny NFT mające trafiać do młodszych odbiorców.
Do tego dochodzić miało środowisko „Poland Immersive Experience”, wirtualna przestrzeń prezentująca polskie miasta i innowacje. Jeśli ktoś zgubił się w rym momencie, to uspokajamy, za tymi nieco tajemniczo brzmiącymi technologiami cyfrowymi stoi stara, dobra i wielokrotnie przetrenowana próba sięgania po tzw. „publiczne pieniądze”.
Miliony na algorytmy AI, pulpit menedżerski i monitoring sieci
Lwia część publicznych funduszy miała popłynąć na budowę kosztownych systemów teleinformatycznych i analitycznych.
Na wdrożenie zaawansowanego narzędzia tworzenia treści „Polska Persona” (AI) zaplanowano w fazie trzeciej od 65 do 90 milionów złotych. Kolejne 35–50 milionów złotych pochłonąć miała centralna platforma cyfrowa i IT, obejmująca repozytorium treści. W kosztorysie znalazł się także system monitorowania percepcji w czasie rzeczywistym „PolskaPulse” i „social listening”, który wyceniono na 30–40 milionów złotych. Do tego cykliczne badania trackingowe i jakościowe, z budżetem 25–35 milionów złotych, oraz rezerwa strategiczna na reagowanie kryzysowe, opiewająca - bagatela - na 15–25 milionów złotych.
Równie kosztowna miała być sama struktura instytucjonalna. Na zarządzanie programem przewidziano od 70 do 90 milionów złotych, kwotę przeznaczoną na powołanie i utrzymanie Biura Marki Polska (BMP), zespołu koordynacyjnego oraz stałą obsługę prawną, ekspercką i międzyresortową. Co więcej, projekt zakładał utworzenie Rady Programowej o aż 6-letniej kadencji, co miało zagwarantować posady i nietykalność założeń bez względu na wynik wyborów i demokratyczne decyzje Polaków.
Eksperci są zgodni co do tego, iż taka próba promocji, w ramach Metaverse, ma sens wyłącznie w ściśle określonych, niszowych obszarach – takich jak marketing gier wideo, popkultura na platformach pokroju Fortnite czy specjalistyczne symulacje inżynieryjne – podczas gdy w zastosowaniach instytucjonalnych, biznesowych i dyplomacji publicznej okazuje się niemal całkowicie nieefektywne.
Po opadnięciu fali entuzjazmu z lat 2021–2022 wirtualne przestrzenie borykają się z brakiem masowej widowni, a wysokie bariery technologiczne – konieczność posiadania gogli VR lub dedykowanego oprogramowania – drastycznie obniżają frekwencję w porównaniu z klasycznymi transmisjami wideo. Przy wielomilionowych kosztach tworzenia i utrzymania środowisk 3D koszt dotarcia do pojedynczego odbiorcy jest niewspółmiernie wysoki, przez co wpisywanie wirtualnych briefingów czy konferencji do strategii publicznych służy najczęściej jako modny, generujący koszty dodatek, a nie realne narzędzie budowy wizerunku i relacji.
Kompromitacja z generatorem i dymisja po 22 dniach urzędowania
Wiarygodność całego przedsięwzięcia zupełnie legła w gruzach po ujawnieniu kulisów powiązanego opracowania „Polaków portret własny. Raport z badań DNA marki Polska”. Dokument, na który wydano z publicznych środków blisko 200 tysięcy złotych, okazał się – jak powszechnie ocenili eksperci i internauci – niespójnym, pełnym rażących błędów materiałem wygenerowanym bezrefleksyjnie przez sztuczną inteligencję (tzw. AI slop).
W raporcie znalazły się kuriozalne twierdzenia – jak to, że Katowice leżą w „północnym centrum Polski”, że Polska miała jedynie pięcioro noblistów, czy też tezy o rzekomej powszechnej płynnej znajomości przez młodych Polaków języka mandaryńskiego. Tekst roił się od pustych przypisów i żargonu generowanego przez proste modele językowe. Kiedy sprawa wywołała ogólnokrajowy skandal, dr hab. Barbara Mróz-Gorgoń tłumaczyła w mediach, że dokument był „roboczy” (określając go jako „work in progress”) i przyznała, że „bije się w pierś” z powodu posiłkowania się AI.
Tłumaczenia te wywołały jedynie lawinę kpin ze strony opozycji i publicystów, a sama pełnomocniczka po zaledwie 22 dniach od powołania przez premiera podała się do dymisji.
Polska Fundacja Narodowa też płaciła. Tłumaczenia o „skrajnym pośpiechu”
Jakby tego było mało, na jaw wychodzą kolejne instytucje, które angażowały publiczne środki w publikacje firmowane przez byłą już pełnomocniczkę. Do finansowania materiałów tworzonych przez kierowaną przez Barbarę Mróz-Gorgoń Fundację Marka Polska przyznała się właśnie Polska Fundacja Narodowa. PFN sfinansowała m.in. druk anglojęzycznego raportu „Poland: A Global Impact”.
Po wybuchu afery fundacja opublikowała kuriozalne tłumaczenia, zrzucając odpowiedzialność na „skrajny pośpiech” przy realizacji zlecenia. Przedstawiciele PFN otwarcie przyznali, że instytucja w ogóle „nie zajmowała się naukową oceną” finansowanej publikacji.
Mamy więc do czynienia z sytuacją, w której państwowe pieniądze były bezrefleksyjnie przelewane na wątpliwej jakości opracowania bez jakiejkolwiek merytorycznej weryfikacji tego, co właściwie trafia do druku.
Fabryka slajdów i eldorado dla zaprzyjaźnionych kancelarii
Skandal wokół raportu za 200 tys. zł rzuca całkowicie nowe światło na gigantyczny projekt warty ponad pół miliarda złotych. Pokazuje bowiem mechanizm, w którym pod przykrywką modnych haseł o sztucznej inteligencji, analizie sentymentu i budowie wizerunku, podatnikowi serwuje się niskiej jakości półprodukty tworzone za pomocą kilku kliknięć w generatorze tekstu.
Oczywiste jest to, że gdyby „Strategia Marka Polska” weszła w fazę pełnej realizacji, setki milionów złotych trafiłyby do nowo tworzonych biur, zaprzyjaźnionych agencji PR, kancelarii prawnych i zewnętrznych konsultantów produkujących kolejne tomy nikomu niepotrzebnych ekspertyz i wirtualnych prezentacji. Zamiast realnej polityki zagranicznej opartej na sile polskiego przemysłu, obronności i tożsamości narodowej, Polakom zaoferowano państwową fabrykę slajdów i wirtualne awatary w Metaverse, do tego finansowane z ich własnych kieszeni.
"Doimy, nie gadamy" - podsumowują internauci na portalu X.
źr. wPolsce24 za StrefaBiznesu










