Dlaczego ukraiński influencer dostał tak mały mandat za wjazd pod Morskie Oko? Policja tłumaczy

Przypomnijmy: znany ukraiński influencer Andriej Gawryliw opublikował w piątek na swoim Instagramie fotografie znad Morskiego Oka. Widać na nich, że wjechał tam sportowym samochodem. Gdy w Polsce wybuchła fala oburzenia, tłumaczył się, że nie zauważył znaku zakazu wjazdu.
Nie wiedzieli, co zrobił
Influencer wyznał także, że za ten „wyczyn” policja ukarała go mandatem. Media donosiły, że dostał zaledwie 100 złotych i 8 punktów karnych. To wywołało kolejną falę oburzenia, bowiem grozi za to mandat w wysokości do 5 tys. złotych.
Rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Zakopanem asp. sztab. Roman Wieczorek powiedział Wirtualnej Polsce, że policjanci, którzy go zatrzymali, nie wiedzieli, że był aż pod Morskim Okiem. Zatrzymali tę osobę, kiedy wyjeżdżała zza szlabanu na Palenicy Białczańskiej. Mężczyzna się tłumaczył, że właśnie w tej chwili nawrócił pod samym szlabanem - stąd te 100 zł - za to, że wjechał poza szlaban – powiedział. Dodał, że gdyby mieli pełną wiedzę o sytuacji, to kara byłaby zupełnie inna. Gdyby policjanci go zatrzymali nad Morskim Okiem, to podejrzewam, że by mu auto zholowali i mandat nie wynosiłby 5 tys., tylko sprawa byłaby skierowana do sądu – powiedział WP.
To nie koniec konsekwencji
Zapytany o to, czy po ujawnieniu, że funkcjonariusze mogli być celowo wprowadzeni w błąd, policja będzie go szukać, Wieczorek stwierdził, że nie można ukarać kogoś dwukrotnie za to samo. Nie chcę gdybać, dokonaliśmy takiej oceny sytuacji, taki mandat został nałożony. Nieco później zakopiańska policja poinformowała, że prowadzone są wobec niego czynności z art. 127 Ustawy o Ochronie Przyrody.
To jednak nie koniec kłopotów influencera. Wieczorek poinformował, że Straż Graniczna bada, czy przebywał w naszym kraju legalnie. Szef MSWiA Marcin Kierwiński poinformował na portalu społecznościowym X, że sprawca rajdu na Morskie Oko zostanie rozliczony i na wniosek policji trafi na listę osób niepożądanych, z zakazem wjazdu do Polski przez pięć lat.
Do sprawy odniósł się również dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego Szymon Ziobrowski. Powiedział, że niezależnie od działań policji, straż TPN zamierza ukarać go mandatem w wysokości 1000 zł. Ta droga do pewnego momentu jest drogą publiczną i tam działa policja. Natomiast jeśli dostał się nad Morskie Oko, to zignorował również nasz zakaz wjazdu, którego też nie zauważył. Poruszał się po zmroku plus Corvetta raczej hałasuje. To są sytuacje naganne. Oceniamy to bardzo negatywnie – powiedział WP.
źr. wPolsce24za WP.pl











