Polska

Dlaczego Trzaskowski przegrał wybory prezydenckie? Wstrząsające ustalenia dziennikarzy

opublikowano:
_MIL1283
(fot. Liudmyla Kazakova\Fratria)
Rok temu Rafał Trzaskowski przegrał po raz drugi wybory prezydenckie. Teraz "Gazeta Wyborcza" ujawniła kulisy jego kampanii wyborczej - i tego, dlaczego poszło mu tak kiepsko.

Rok temu odbyły się w Polsce wybory prezydenckie. Koalicję Obywatelską reprezentował w nich prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, dla którego była to druga próba zdobycia najwyższego urzędu w państwie. W drugiej turze zmierzył się on z popieranym przez PiS kandydatem obywatelskim, byłym szefem IPN Karolem Nawrockim.

Pierwsze wyniki exit poll dawały zwycięstwo prezydentowi Warszawy, ale po podliczeniu głosów okazało się, że to Nawrocki pokonał go 50,89% do 49,11%.

Liberał mruga okiem do prawicy 

Rok później "Gazeta Wyborcza" opublikowała artykuł, w którym zdradza kulisy nieudanej kampanii Rafała Trzaskowskiego. Jeden z polityków KO powiedział dziennikarzom, że miała się ona opierać na trzech filarach: inwestycji w Polsce lokalnej, szeroko rozumianego bezpieczeństwa oraz przywiązania do wartości liberalnych, ale z mrugnięciem do konserwatywnego elektoratu.

Jeden z dawnych sztabowców Trzaskowskiego powiedział "GW", że od razu wiedzieli, iż nie odbiją wsi i nie próbowali o to nawet walczyć. Chcieli jednak pozyskać głosy w małych miastach, w których upadł przemysł, szczególnie na wschodzie i południu kraju.

Rafał jeździł więc po takich miastach jak Stalowa Wola, Radomsko, Mielec czy Mikołów i opowiadał, że Polskę stać na reindustrializację – stwierdził. Dodał, że na tym etapie kampanii Trzaskowski podkreślał, że rząd KO inwestuje w kolej, drogi czy bezpieczeństwo – i obiecywał, że on jako prezydent dopilnuje kolejnych inwestycji.

Problemem, jak powiedziała dziennikarzom znana posłanka KO, było to, że za tymi ogólnikowymi obietnicami nie szły konkrety.

Co z tego, że rozdaliśmy ulotki, skoro po miesiącu nikt nie wysłał nowych plakatów do regionów, bo Wiola Paprocka, szefowa sztabu, nie odbierała telefonów. Po co Rafał to wszystko obiecywał, skoro rząd nie przedstawił listy konkretnych inwestycji – powiedziała. Jak zauważa Wyborcza, podobną strategię przyjął Nawrocki – ale realizował ją dużo bardziej konsekwentnie.

Nieudana zmiana wizerunku

Problemem okazała się także próba przedstawienia Trzaskowskiego jako kandydata bardziej centrowego, strawnego dla bardziej umiarkowanej prawicy. Jak informuje "GW", jego sztab nadal jest przekonany, że to był sukces. Jednak jego pomysły – jak obietnica ograniczenia 800 Plus dla Ukraińców czy schowanie flagi LGBT na debacie – wywołały krytykę z bardziej liberalnej strony, a równocześnie wyborcom prawicowym zaprezentował się jako kandydat niewiarygodny, bez własnych poglądów.

Jeden z polityków powiedział "GW", że z łatką „tęczowego Rafała”, który chodzi w paradach równości, sobie poradzili. Większym problemem było to, że media odkryły istnienie rozporządzenia, które nakazywało schowanie krzyży w całym magistracie.

Krzyże spadły prawicy z nieba

"GW" ujawniła, że Trzaskowski podpisał je bez czytania – i potem był wściekły na urzędniczkę, która je napisała. Rafał wezwał wtedy urzędniczkę, która przygotowała dokument. I chyba pierwszy raz słyszeliśmy, jak na kogoś krzyczał. Wrzeszczał, że właśnie przez nią przegrał wybory – powiedział "GW" pracownik ratusza. - Te krzyże spadły prawicy z nieba. Od razu wiedzieliśmy, że 20 procent Polaków zostało trwale zaimpregnowane na wszystko, co miał powiedzieć Rafał – przyznał jego sztabowiec.

"GW" informuje, że w KO jest grupa polityków, która nadal uważa, że skręt Trzaskowskiego na prawo był błędem, bo stracił zaufanie własnego elektoratu, a dla elektoratu prawicy był i tak niewiarygodny. Ich zdaniem ugrałby więcej, gdyby, podobnie jak Nawrocki, trzymał się twardo swoich wartości – bo tym potrafiłby zaskarbić sobie szacunek elektoratu centroprawicowego, nawet jeśli tern nie do końca się z nimi zgadza.

Chaos w koalicji

KO o porażkę Trzaskowskiego obwinia także to, że partie ówczesnej koalicji wystawiły swoich kandydatów, zamiast skupić się na zwycięstwie szeroko rozumianego obozu lewicowo-liberalnego.

- W ciągu kilku miesięcy zaufanie do rządu spadło o 10 punktów. Dlaczego? - powiedział jeden z wiceministrów. - Bo jednego dnia rano Krzysiek Paszyk z Polskiego Stronnictwa Ludowego mówił jedno, potem Szymon Hołownia dodawał drugie, wieczorem swoje dodawała Anna Maria Żukowska z Lewicy, a Rafał w tym czasie podróżował po kraju. No, przecież to był totalny chaos komunikacyjny.

Winią także pomysł na debatę w Końskich. Uważają, że pomysł powierzenia jej organizacji telewizji publicznej był wielkim błędem, bo naraził ich na oskarżenia o jej wykorzystywanie.

Hołownia ich zatopił?

Prawdziwy problem, ich zdaniem, stworzył jednak Szymon Hołownia, który również postanowił wziąć udział w tej debacie, a za nim poszli inni kandydaci. - Hołownia nas zatopił, ponieważ postanowił przyjechać do Końskich. Za nim pojawili się inni kandydaci, zrobił się chaos, Rafał wypadł na nieudacznika, zmęczonego faceta, który nad niczym nie panuje – powiedziało GW jedno ze źródeł.

Co ciekawe, "GW" informuje, że w dniu debaty szef sztabu wyborczego Hołowni Jacek Cichocki próbował wielokrotnie dodzwonić się do Wioletty Paprockiej, szefowej sztabu Trzaskowkiego, ale ta nie raczyła odebrać ani oddzwonić.

Trzy sztaby 

Wielu rozmówców "GW" wskazuje także na chaos, jaki panował w jego kampanii wyborczej.  Trzaskowski miał aż trzy sztaby wyborcze. Pierwszy, oficjalny, składał się w dużej części z specjalistów od politycznego marketingu, pijarowców, ekspertów do analizy statystyk itp. Nowoczesny, oparty o zachodnie wzorce prowadzenia kampanii wyborczej. Problem w tym, że mieli mało do gadania. Jeden ze spin doctorów powiedział nawet "GW", że przez całą kampanię ani razu nie rozmawiał z kandydatem. - Nigdy w życiu nie spotkałem się z sytuacją, w której kandydat byłby tak radykalnie oddzielony od sztabu - dodał inny.

Drugi sztab był dużo ważniejszy. W jego skład wchodzili politycy koalicji – oprócz Paprockiej był to Sławomir Nitras, Barbara Nowacka, Agnieszka Pomaska i Cezary Tomczyk. Tylko oni mieli stały kontakt z Trzaskowskim. Ale nie mieli czasu, by skupić się na jego kampanii.

- Ten skład grupy doradców przyjaciół był fatalny, ponieważ nie da się prowadzić kampanii z doskoku, a przecież Nitras i Nowacka byli wtedy ministrami, mieli na głowie duże resorty. Proszę spojrzeć na sztab Nawrockiego: tam byli sami posłowie, którzy nie pełnili żadnych funkcji sejmowych, mogli więc skupić się wyłącznie na robocie – powiedział "GW" jeden z analityków zatrudnionych przez Trzaskowskiego

Nie skorzystał z ich wiedzy

Najciekawszy był trzeci, nieformalny sztab. Składał się z osób, które w ciągu ostatnich 25 lat odpowiadały za wszystkie kampanie wyborcze partii koalicji. Rzadko pracują wspólnie, ale czasem skrzykują się, by pomóc Tuskowi wygrać wybory. Tym razem o pomoc poprosił ich Trzaskowski, a pomagali jego kampanii za darmo.

Trzaskowski nie potrafił jednak wykorzystać ich wiedzy i doświadczenia. Członkowie tego sztabu spotykali się co tydzień z Paprocką, by przekazać jej analizy danych – za które płacili z własnej kieszeni – i przedstawiali własne pomysły. Czasami odnosili wrażenie, że ich pomysły się spodobały, ale po pewnym czasie okazywało się, że dwa pozostałe sztaby nie chcą ich realizować.

Paprocka nie przyjmowała także krytyki dotychczasowej strategii, choć mieli empiryczne dowody, że ta nie działa – a po fiasku w Końskich przestała się z nimi spotykać. W końcu zaczęli spotykać się z Trzaskowskim w tajemnicy przez Paprocką i Nitrasem.

Tusk także szkodził

Co ciekawe, w kampanii Trzaskowskiego przeszkadzał także Donlad Tusk. Jak relacjonuje "GW", sztab Trzaskowskiego wpadł na pomysł, żeby przedłużyć o dwa lata wprowadzone przez PiS przepisy, że osoby do 26. roku życia nie płacą podatku dochodowego. Obliczyli, że koszt nie będzie zbyt duży dla Skarbu Państwa, a pomoże to przyciągnąć wyborców Konfederacji.

- Usłyszeliśmy od premiera, że sprawa nie została uzgodniona z ministrem finansów, więc mamy o niej zapomnieć – wspominał jeden z uczestników narady, na której padł ten pomył.

"GW" informuje także, że sztab Trzaskowskiego chciał wykorzystać do promocji Rafała Brzoskę, założyciela InPostu. - Brzoska był dogadany z naszym Rafałem, że stanie się jego twarzą jakiejś komisji czy rady przedsiębiorczości. Chcieliśmy wysłać komunikat i do ludzi biznesu, i do młodych, aspirujących wyborców Konfederacji, którym imponuje taki osobisty sukces. I proszę sobie wyobrazić, że nie minęło kilka dni od naszej narady z Tuskiem, a ten zaprosił Brzoskę na konferencję w Giełdzie Papierów Wartościowych i ogłosił, że milioner będzie twarzą deregulacji. „Kierownik" ukradł nam pomysł! - mówił rozmówca "GW:.

źr. wPolsce24 za "Gazeta Wyborcza"

Polska

Cała prawda o tajnym raporcie CIA. Minister Tuska wygadał się o dokumencie, którego nigdy nie było

opublikowano:
Tomasz Siemoniak i Monika Wielichowska w Sejmie
Tomasz Siemoniak ujawnił prawdę o raporcie CIA. (fot. Fratria/ Andrzej Wiktor)
Czy Donald Tusk rzeczywiście otrzymał dokument wywiadowczy z USA? Prawdę w tej kwestii ujawnił teraz jego minister Tomasz Siemoniak, potwierdzając, że żadnego pisemnego raportu CIA nie było. Przekazał premierowi ustalenia z Waszyngtonu jedynie w formie „precyzyjnego raportu ustnego”.
Polska

Od ziemniaków po Mercedesy za miliony. Gajewska lansuje się na karetkach, a polityków prawicy za to samo ściga prokuratura!

opublikowano:
Kinga Gajewska rozdaje mercedesy
(fot. scrren za Instagram)
Wczoraj rozwoziła cebulę i ziemniaki po domach pomocy społecznej, dziś błyszczy na tle pachnących nowością Mercedesów za miliony złotych. Posłanka Kinga Gajewska (KO) z dumą ogłosiła przekazanie nowych ambulansów dla pogotowia. Problem w tym, że za dokładnie takie same akcje politycy Zjednoczonej Prawicy są dziś zamykani w aresztach. Czy w "uśmiechniętej Polsce" obowiązują podwójne standardy?
Polska

ROZMOWA WIKŁY. "To się źle skończy dla Polski"

opublikowano:
Kuźmiuk ok
Czy Narodowy Bank Polski może zostać sparaliżowany? Zbigniew Kuźmiuk w Rozmowie Wikły wskazywał na złożoną sytuację w zarządzie NBP i ostrzegał przed konsekwencjami destabilizacji banku centralnego. – W sytuacji tych gigantycznych deficytów budżetowych (...) destabilizacja banku centralnego byłaby rzeczą skrajnie nieodpowiedzialną – mówił polityk PiS.
Polska

Kobiety w kamaszach? Dziwny wpis lidera partii Razem, który błyskawicznie zniknął z sieci. O co chodzi?

opublikowano:
Adrian Zandberg
(fot.Fratria/Andrzej Wiktor)
Kiedyś wzywano "kobiety na traktory", dziś dyskusja o równouprawnieniu wkracza w sferę bezpieczeństwa narodowego. Lider partii Razem, Adrian Zandberg, wywołał dyskusję w mediach społecznościowych, postulując pełne otwarcie armii i policji dla obu płci. Choć lewicowa formacja pozostaje poza koalicją rządzącą, jej propozycje regularnie rezonują w debacie publicznej. Jak powszechna służba kobiet funkcjonuje na świecie i co o obecności pań w polskiej armii mówią realne dane oraz doświadczeni dowódcy?
Polska

Złota era doktryny Neumanna właśnie trwa. Wstrząsający reportaż telewizji wPolsce24

opublikowano:
Zrzut ekranu (544)
Swoi są bezkarni, a prawo i sprawiedliwość obowiązują tylko wybranych? Na antenie telewizji wPolsce24 odbyła się premiera wyczekiwanego reportażu odsłaniającego kulisy tzw. „Doktryny Neumanna” – niepisanej zasady, która rządzi polską sceną polityczną, gdy u władzy jest Donald Tusk.
Polska

Tajemnicza przesyłka z Niemiec w podkarpackiej Żandarmerii Wojskowej. Trzy osoby trafiły do szpitala!

opublikowano:
Tajemnicza przesyłka nadana z Niemiec trafiła do siedziby Żandarmerii Wojskowej w Nowej Dębie, a po jej otwarciu trzy osoby zostały przewiezione do szpitala.
Zdjęcie ilustracyjne (fot.Fratria)
Do siedziby Żandarmerii Wojskowej w Nowej Dębie trafiła tajemnicza paczka z Niemiec, której otwarcie spowodowało kontakt z nieznaną substancją. Łącznie trzy osoby trafiły do szpitala.