Obywatel Zimbabwe zranił Polaka w Lublinie. Dlaczego MSWiA zwlekało z deportacją?
Historia wydarzyła się przed tygodniem. W Lublinie trwał Africa Day Festival, na który przyjechał 41-letni obywatel Zimbabwe. Na co dzień mieszka on w Warszawie, gdzie jest DJ-em. W jednym z lubelskich klubów doszło do sprzeczki między obcokrajowcem a świętującym 40. urodziny Polakiem.
Według napastnika to Polak miał go obrazić. Zaatakowany Grzegorz, na antenie Telewizji wPolsce24 opowiadał, co zapamiętał z feralnego wieczoru. Okazuje się, że agresor po wymianie zdań najpierw odszedł, ale potem wrócił z kuflem piwa w ręku.
- Podszedł do mnie i z agresją taką, jaką też wyrażał poprzednio, zapytał się, czy mam problem. Krótko odpowiedziałem, że on ma problem. Chciałem uniknąć dalszej interakcji, po czym lekko odwróciłem się od niego i poczułem mocne uderzenie w tył głowy, schyliłem się, łapiąc się za tył głowy - opowiadał Polak w telewizji wPolsce24. - Oddalając się od niego zobaczyłem, że wszystko mam mokre. Puściłem ręce, zobaczyłem kałuże krwi pod sobą - relacjonował.
Na miejsce przyjechała policja. Wtedy okazało się, że napastnik jest pijany. Polak trafił do szpitala z rozbitą głową, ale i uszkodzonym rdzeniem kręgowym.
Cudzoziemiec najpierw został zatrzymany, ale potem zwolniony z aresztu, a sprawa została zakwalifikowana jako „lekki uszczerbek na zdrowiu”. Napastnik został objęty dozorem policyjnym.
Teraz okazuje się - zgodnie z informacjami „Dziennika Wschodniego” - że obywatel Zimbabwe został jednak deportowany z Polski.
Telewizja wPolsce24 pyta zatem szefa MSWIA, czy nie mamy do czynienia w podwójnymi standardami. Dwaj obywatele Ukrainy – jeden podjechał samochodem w pobliże Morskiego Oka, a drugi wyłowił z warszawskiego jeziorka Balaton suma – zostali natychmiast wydaleni z Polski i objęci zakazem wjazdu do naszego kraju na okres lat pięciu.
Dlaczego zatem w tym wypadku trwało to tak długo?
Więcej w materiale wideo nad tekstem
źr. wPolsce24











