Zapłaciliśmy za to 200 tys. złotych. Pełnomocniczka rządu przyznała, że używała AI do stworzenia "raportu"

Kuriozalne błędy
Wszystko zaczęło się od publikacji raportu pod nazwą „Polaków Portret Własny. Raport z badań DNA marki Polska”, którego autorami były kierowany przez Mróz-Gorgoń think tank Fundacja Marka Polska i Stowarzyszenie Konferencje i Kongresy w Polsce oraz. Zaledwie kilka tygodni wcześniej została powołana na stanowisko pełnomocnika rządu ds. promocji marki Polska w randze sekretarza stanu.
Jej praca wzbudziła zainteresowanie Sebastiana Meitza z Instytutu Sobieskiego, który postanowił poddać tekst dogłębnej analizie. Wyniki jego badania były zaskakujące, ponieważ w tekście pojawiła się masa błędów logicznych i formalnych, które mogą sugerować, że dokument powstał przy wykorzystaniu AI.
Przykładem jest choćby stwierdzenie, zgodnie z którym Katowice są miastem położonym „w północnym centrum Polski”. To jednak nie wszystko. Jak się okazuje, zgodnie z raportem Polacy, poza swoim ojczystym językiem, równie sprawnie posługują się językiem mandaryńskim. Co więcej, według dokumentu z Polski miało pochodzić nie siedmiu, lecz zaledwie pięciu noblistów.
Tego typu pomyłki nie muszą być wyłącznie efektem niewiedzy autorów, lecz mogą przypominać charakterystyczne błędy popełniane przez współczesne modele sztucznej inteligencji.
– Mamy panią profesor, w randze Sekretarza Stanu, z funkcją pełnomocnika rządu ds. promocji marki Polska. Mamy też raport, w którym jest wskazana jako kierownik merytoryczny projektu i autor raportu. Mamy również 200 000 złotych, jakie Ministerstwo Sportu i Turystyki przekazało Stowarzyszeniu Konferencje i Kongresy w Polsce na realizację zadania publicznego. (…) Ja, po lekturze tego raportu, mam też bardzo dużo pytań. A Państwo? – napisał Meitz, który domaga się wyjaśnień w całej sprawie.
Mróz-Gorgoń przyznaje, że korzystała z AI
Co ciekawe, sama zainteresowana w rozmowie z Grzegorzem Jankowskim na antenie Polsat News nie kryła, że podczas przygotowywania tej pracy korzystała z pomocy AI. Zgodnie z jej słowami przynajmniej część dokumentu została sporządzona w ten sposób, choć nie wyjawiła, jaki był całkowity udział sztucznej inteligencji w jego przygotowaniu.
Kobieta próbowała jednak wyjaśnić, że jest to tzw. „work in progress”, czyli dokument będący w trakcie opracowywania, który nie miał być przeznaczony do powszechnej publikacji, lecz jedynie dla ograniczonego grona odbiorców, np. przedstawicieli świata nauki czy administracji rządowej.
– To jest dokument, który rzeczywiście nigdy nie powinien pojawić się w przestrzeni publicznej. Tak się stało i tu muszę powiedzieć, że biję się w pierś, wykorzystywałam AI... – powiedziała Mróz-Gorgoń.
Źr.wPolsce24 za Polsat News










