Szykuje się o wielka afera z egzaminami na prawo jazdy. Chodzi o wadliwe pytania. "Czy ministerstwo ukrywa informacje?"

Wokół egzaminów na prawo jazdy gorąco jest od końca grudnia zeszłego roku. Wtedy to do państwowej bazy pytań (używanej w Wojewódzkich Ośrodkach Ruchu Drogowego) dodano nowy typ zadań opartych o materiały wideo („test percepcji ryzyka”) i że zmiana weszła bez wyraźnej komunikacji do kursantów, OSK i WORD.
- Nikt nie powiedział o tym instruktorom, którzy nie przygotowali do tego kursantów, bo tego nie wiedzieli. Nikt nie powiedział tego kursantom, którzy idą na egzaminy a od końca grudnia mogą sobie wylosować – komentował specjalizujący się w tematyce bezpieczeństwa ruchu drogowego dziennikarz Kanału Zero Łukasz Zboralski.
- Otóż ktoś z ministerstwa po prostu wrzucił te pytania do bazy i kazał ludziom zdawać – dodawał.
Teraz w sprawie skutków zawinionego przez Ministerstwo Infrastruktury zamieszania alarmuje doradca prezydenta Karola Nawrockiego i były szef GITD Alvin Gajadhur.
- Nieoficjalnie: Wojewódzkie Ośrodki Ruchu Drogowego nie otrzymały do tej pory informacji, ilu osobom został błędnie oceniony egzamin na prawo jazdy. Wszystko przez około 180 wadliwych pytań, które zatwierdził Minister Infrastruktury – informuje Gajdhur.
- Czy Ministerstwo Infrastruktury ukrywa dane? – pyta.
Resort na razie nie odniósł się do wypowiedzi Gajadhura. Wiadomo, że w WORD-ach panuje potężny chaos.
- Nie jesteśmy w stanie zweryfikować tego w tym momencie bez współpracy z Ministerstwem - a takowej nie ma. Bo to chodzi o egzaminy teoretyczne, gdzie pytania pochodzą z bazy państwowego PWPW. Aktualizacje są robione przeważnie w nocy i my jako WORD nie dostajemy nawet o tym żadnej informacji. Nie dostaliśmy też żadnego oficjalnego komunikatu od MI, że coś było źle – mówi nam dyrektor jednego z WORD-ów.
źr. wPolsce24











