Drogi jak po wojnie. Polska po mrozach – katastrofa infrastruktury, samorządy bez pieniędzy, kierowcy na wojnie z dziurami!

Samorządy biją na alarm: nie ma pieniędzy na remonty
Samorządy przyznają otwarcie: po prostu nie stać nas na naprawę dróg tak, jak trzeba. Przez lata brakowało środków i odpowiedniego finansowania, a teraz, po zimie, skala zniszczeń przekracza możliwości lokalnych budżetów. Co więcej dostępne środki są wydawane na doraźne łaty zamiast kompleksowe naprawy, zimowe mrozy sprawiły, że asfalt się kruszy i pęka jeszcze szybciej, a większość lokalnych dróg nie była przygotowana na temperatury skrajne.
To efekt zaniedbań, krótkowzrocznych decyzji i polityki „łatania problemów” zamiast ich rozwiązywania. Rząd obiecywał miliony dla samorządów, ale po zmianie władzy środków nie przybyło, a często słyszymy, że znacznie gorzej niż było. Szczególnie na wschodzie kraju. Z obecnymi budżetami samorządy mogą tylko reagować, zamiast inwestować, a kierowcy płacą za to codziennie. Co gorsze, to problem zarówno dużych miast, jak i mniejszych miejscowości.
Niebezpieczeństwo na drodze = realne zagrożenie życia
Dziury są wszędzie: na trasach wojewódzkich, powiatowych, a nawet na miejskich ulicach, nawet tych, które niedawno przechodziły gruntowne remonty. Efekty są dramatyczne i odczuwamy je wszyscy. Kierowcy skarżą sę na urwane koła, uszkodzenia zawieszenia,
pęknięte felgi i opony i zniszczone podwozia. Do tego dochodzą kolizje spowodowane nagłym omijaniem dziur. Przykładów nie trzeba długo szukać, tu np. sytuacja z Lublina.
Nie są to pojedyncze przypadki. To codzienność na ulicach naszych miast.
To nie tylko kwestia komfortu – to kwestia bezpieczeństwa publicznego. Kiedy droga nie ma odpowiedniej nawierzchni zwiększa się ryzyko kolizji, kierowcy gwałtownie manewrują, omijając dziury, a piesi i rowerzyści są narażeni na dodatkowe niebezpieczeństwa. To także problem dla służb ratowniczych, które mają utrudniony dojazd i mogą nie zdążyć na czas.
To realne zagrożenie dla życia i zdrowia ludzi, nie statystyka w urzędowym raporcie.
Rządowe obietnice kontra rzeczywistość
Choć w lewicowo-liberalnych mediach politycy obozu rządzącehgo regularnie obiecują poprawę dróg i większe środki dla samorządów, w praktyce sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Pieniądze, które trafiają do lokalnych budżetów, rozpływają się w bieżących wydatkach, a realne inwestycje często nadal stoją w miejscu. Nie brakuje też przykładów, gdzie pieniądze są zwyczajnie marnotrawione.
To dowód na to, że potrzebujemy nie tylko większego finansowania, ale przede wszystkim strategicznej polityki drogowej, która zakłada remonty kompleksowe, przewiduje środki na utrzymanie dróg po zimie, wspiera samorządy realnymi transferami i eliminuje ratowanie problemów prowizorką.
Tymczasem codzienna praktyka wygląda tak, że zaraz po przymrozkach ekipy drogowe wysyłane są „na sygnale” z workami asfaltu i łopatami, żeby łatać największe dziury na już zniszczonych nawierzchniach. To jest doraźne, tymczasowe i z góry skazane na porażkę. Co więcej, można się spodziewać, że w tych samych miejscach problem pojawi się znowu. Ma to mniej więcej taki sens, jak nakładanie plastra na złamaną kość.
źr. wPolsce24











