Absurd lewicowej nagonki obnażony na żywo! Dziennikarz sam pociągnął fasiąg, a lewaccy aktywiści dalej brną w kłamstwa o „katorżniczej pracy” koni
Dziennikarz zamiast konia – eksperyment, który ośmieszył aktywistów
Na antenie telewizji wPolsce24 wyemitowano materiał z Palenicy Białczańskiej, który powinien zamknąć usta wszystkim samozwańczym obrońcom praw zwierząt. Reporter Stanisław Pyrzanowski, ubrany w tradycyjny strój góralski, postanowił osobiście sprawdzić, jak rzekomo „nieludzkim” ciężarem jest góralski wóz.
Efekt? Dziennikarz… w pojedynkę, bez większego wysiłku, ruszył i pociągnął za sobą cały fasiąg!
No słuchajcie, na Morskim Oku koni już nie będzie, reporterzy wozy będą ciągnąć, a konie będą w telewizji występować! Świat na głowie staje!” - ironizował reporter, pokazując, jak lekko toczą się nowoczesne bryczki.
Jak celnie zauważono w relacji, jeśli jeden człowiek po solidnym góralskim śniadaniu jest w stanie bez problemu pociągnąć załadowany wóz, to jak można twierdzić, że dla dwóch potężnych koni pociągowych – ważących łącznie ponad tonę i przystosowanych anatomicznie do pracy – stanowi to jakiekolwiek ponadnormatywne obciążenie?
Góralska tradycja kontra lobbing na „elektrofasiągi”
Podczas relacji głos zabrał Andrzej Mąka, prezes Stowarzyszenia Przewoźników do Morskiego Oka. Górale nie mają złudzeń – nagonka na fiakrów to nie troska o zwierzęta, ale zaplanowana operacja mająca na celu zrobienie miejsca dla „elektromobilności”.
Chcą elektrofasiągi wprowadzić, żeby tu jeździły. Firma lobbująca właśnie tę firmę została wynajęta, żeby nas szkalować, żeby weszli z tymi elektrofasiągami” — mówił bez ogródek prezes stowarzyszenia fiakrów.
Górale podkreślają, że konie na Podhalu były od zarania dziejów. Praca ze zwierzętami to nie tylko sposób na chleb, ale przede wszystkim dziedzictwo kulturowe i szacunek do tradycji przekazywanej z ojca na syna. Dziś tożsamość i wolność polskich górali próbuje się podeptać pod dyktando lewicowych ideologów i lobbystów czerpiących zyski z forsowania tzw. zielonej transformacji.
„Ekologia” jako biznes
W studiu wPolsce24 publicyści nie szczędzili gorzkich słów pod adresem organizacji mieniących się obrońcami zwierząt. Zwrócono uwagę na schemat, który powtarza się niemal przy każdej tego typu akcji: pod hasłami ochrony przyrody kryje się konkretny interes gospodarczy lub polityczny.
Nie ma nic bardziej naturalnego i ekologicznego niż obecność konia w tatrzańskim krajobrazie. Zastępowanie żywych zwierząt bateriami, plastikiem i drogą elektroniką to karykatura prawdziwej ochrony przyrody. Polscy konserwatyści i turyści szanujący narodową tożsamość mówią jasno: Murem za górami! Nie dla lewackiej dyktatury nad Morskim Okiem! Szanujmy konie, dbajmy, by nie pracowały ponad możliwości, ale nie brnijmy w absurdy.
źr. wPolsce24











