Podwójne standardy w Rzeszowie. Dlaczego "White Lives Matter" to rasizm, a "Black Lives Matter" to walka o równość?

Hasło "White Lives Matter" mówi jedynie o tym, że życie białych ludzi również ma znaczenie. I tu pojawia się kluczowe pytanie: dlaczego to hasło jest traktowane jako przestępstwo, podczas gdy "Black Lives Matter" jest promowane jako walka o równość? Czy nie jest to przejaw podwójnych standardów?
Podwójne standardy w praktyce
Zwolennicy ruchu BLM argumentują, że różnica wynika z kontekstu historycznego – czarnoskórzy przez wieki byli systemowo dyskryminowani, więc ich hasło jest walką o równość, a "White Lives Matter" jest odpowiedzią na BLM, mającą na celu odwrócenie uwagi. Jednak ta narracja, choć powtarzana jak mantra, pomija istotny fakt: rasizm to dyskryminacja ze względu na kolor skóry – niezależnie od tego, czy dotyka czarnych, czy białych.
Czy w dzisiejszej Polsce biali są grupą uprzywilejowaną do tego stopnia, że nie mogą mieć swojego hasła? Czy każde przypomnienie o wartości białego życia musi być od razu piętnowane jako przejaw białej supremacji?
Sprawę nagłośnił internauta Adam Gwiazda X/@delestoile
Historia z Burnley jako przestroga
W 2020 roku w Wielkiej Brytanii kibic drużyny Burnley, Jake Hepple, zorganizował przelot samolotu z banerem "White Lives Matter Burnley". Za ten gest stracił pracę - był spawaczem. Z pracy wyrzucono również jego dziewczynę, tylko za to, że jest związana z kimś, kto ośmielił się przypomnieć, że białe życie również się liczy.
Co ciekawe, brytyjska policja uznała, że przelot z banerem nie był przestępstwem. Mimo to, "postępowi" pracodawcy uznali, że samo wyrażenie poglądu o wartości białego życia jest wystarczającym powodem do zwolnienia.
Czy biali mają prawo do własnego głosu?
Sprawa z Rzeszowa wpisuje się w szerszy trend – tłumienia głosów białych, którzy ośmielą się przypomnieć, że ich życie też ma wartość. Gdy czarnoskórzy mówią "Black Lives Matter", to jest to walka o równość. Gdy biali mówią "White Lives Matter", to od razu jest to rasizm.
Hasło na garażach w Rzeszowie nie było wyrazem nienawiści. Było – podobnie jak baner nad stadionem w Burnley – głosem przypominającym, że białe życie również ma znaczenie. I dopóki będziemy traktować jedne życia jako "bardziej równe" od innych, dopóty takie hasła będą pojawiać się na murach.
źr. wPolsce24 za torzeszów.pl/ Fronda/il globo/X/@delestoile











