Spór o konie z Morskiego Oka eskaluje. Ekoaktywiści oskarżają górali: „Podpalili nas”

Do spalenia wozu doszło w nocy z soboty na niedzielę, około godziny 2:00 w nocy przy jednym z obiektów noclegowych w gminie Bukowina Tatrzańska.
To tam zatrzymali się ekoaktywiści, którzy w sobotę wzięli udział w protestach na drodze do Morskiego Oka. Żądali likwidacji tradycyjnego transportu konnego. A ponieważ górale nie zamierzają z niego zrezygnować, doszło do awantury.
Wyjaśnieniem sprawy spalenia wozu -wartego według właścicieli ponad pół miliona złotych - zajmuje się policja. Nie czekając na wynik śledztwa, ekoaktywiści od razu oskarżyli o podpalenie lokalnych mieszkańców i uruchomili zbiórkę pod hasłem „Odwet górali na DIOZ”. Domagają się też pilnej interwencji rządu oraz ochrony policyjnej. Jednocześnie ani myślą zrezygnować z blokad szlaku.
Oprócz oskarżeń pod adresem górali, w wpisach organizacji znalazły się również mocne słowa pod adresem służb ratunkowych i organów ścigania. Aktywiści wyrazili niezadowolenie z czasu reakcji policji, zarzucając śledczym opieszałość i twierdząc, że przez niemal dwie godziny od zdarzenia na miejscu nie pojawili się technicy kryminalistyki.
Zakopiańskiej policji zarzucili stronniczość oraz stosowanie brutalnych metod wyłącznie wobec protestujących, przy jednoczesnym pobłażliwym traktowaniu górali.
źr. wPolsce24 za "Gazeta Krakowska"











