"Ciocia Małgonia" na koszt podatnika. 20 tys. zł za fryzurę marszałek Senatu

To internauta @obserwujesobie jako pierwszy nagłośnił sprawę, publikując na platformie X zdjęcia szczegółów kontraktu. W swoim wpisie napisał:
„O ja naiwny! Byłem przekonany (serio), że politycy za fryzjera, to se sami płacą. A tu proszę, ciocia Małgonia i fryzury na koszt podatnika. Ciekawe, czy chociaż tipa zostawia?”.
Z udostępnionych dokumentów wynika, że Kancelaria Senatu zawarła umowę z salonem Osman Atelier na kwotę przekraczającą 20 tysięcy złotych. Usługa została opisana jako „przygotowanie do wystąpień publicznych” – co w praktyce oznacza fryzjerstwo i makijaż.
To nie pierwszy raz, gdy wydatki Senatu budzą uzasadnione pytania. Kontrowersje wzbudziła też między innymi dotacja dla Fundacji Otwarty Dialog. Senat przyznał organizacji ponad 57 tysięcy złotych na organizację „Londyńskich czwartków literackich”. Problem w tym, że żaden z zaproszonych pisarzy o tych spotkaniach nie wiedział, a we wniosku wpisano osoby, które nie miały pojęcia o całej inicjatywie.
Również wydatki na modernizację strony internetowej i intranetowej Senatu wzbudzały wątpliwości – nowy Intranet kosztował prawie 140 tysięcy złotych.
Gdzie jest granica? Limity wydatków na wizerunek
Polskie prawo nie precyzuje wprost, ile można wydać z publicznych pieniędzy na wizerunek polityków. Istnieją natomiast limity wydatków na kampanie wyborcze, określone w Kodeksie wyborczym. Jednak już po objęciu urzędu sprawa staje się znacznie mniej klarowna. Kancelaria Senatu, jako urząd obsługujący izbę wyższą parlamentu, ma obowiązek zapewnienia marszałkowi odpowiednich warunków do wykonywania mandatu. Pytanie jednak, czy fryzjer za 20 tysięcy złotych mieści się w pojęciu „niezbędnej obsługi”.
Granica między „przygotowaniem do wystąpień publicznych” a prywatnym fryzjerem jest w tym przypadku bardzo cienka. 20 tysięcy złotych z kasy podatnika na jeden rok to kwota, która budzi uzasadnione pytania o racjonalność wydatków. Zwykli obywatele płacą za swoje fryzury sami i nie wyobrażają sobie, by ktokolwiek za nich robił to z publicznych pieniędzy. To klasyczny przykład traktowania pieniędzy publicznych jako własnych.
źr. wPolsce24 za X/@obserwujesobie











